Ani mi się waż! Czyli o wadze wagi słów kilka

Ani mi się waż! Czyli o wadze wagi słów kilka

„Wiosna – cieplejszy wieje wiatr, wiosna – znów nam ubyło lat…” – śpiewali Skaldowie, niepoprawni optymiści. Tekst tej piosenki to słodka utopia. Ciepły, wiosenny wiaterek przyjemnie pieszczący nasze odmłodzone pod wpływem ubywających lat ciała… dobre, kurde, sobie. Nie wiem jak Wam, ale mnie nic nie ubyło, wręcz przeciwnie – przez kwarantannę to mi porządnie przybyło
i nie mówię tu bynajmniej o wiosnach w dowodzie osobistym. Mówię o cyferkach na wadze
i fałdkach na brzuchu, które mogą doprowadzić do tragedii. Odważmy się dziś zważyć ten temat.

Jest on jednocześnie bardzo delikatny i bardzo ciężki. Każdy, kto zmaga się ze zbędnymi kilogramami, raczej niechętnie o tym mówi. Zauważyliście, że przeważnie gdy pytają nas o wiek, nie mamy większych oporów żeby przyznać, że stuknął nam trzeci czy czwarty krzyżyk na karku? Gdy jednak ktoś nas zapyta: „Dobrze ostatnio wyglądasz. Ile ważysz?” – tu już pojawia się blokada. Niewiele jest osób w pełni zadowolonych ze swojej wagi i sylwetki, przynajmniej ja niewiele takich osób znam. Przeważnie masa naszego ciała jest dla nas powodem kompleksów. Problem ten w większej części dotyka kobiet, faceci nie przykładają większej wagi do wagi, że tak to ujmę. No bo przecież chłop ma wyglądać jak chłop, a nie jak troki od kaleson, co nie? To Wy, drogie Panie, przeżywacie tę sprawę
o wiele bardziej. Który to już raz zrezygnowałaś ze stanięcia na wadze, obawiając się wyniku? Który raz krytycznie przyjrzałaś się sobie w lustrze, dostrzegając nową fałdkę na boczkach? Który raz próbowałaś przymierzyć ulubione spodnie, dobrze wiedząc, że nie zbiegły się w praniu? Który raz ze łzami w oczach przeglądałaś swoje stare zdjęcia wyciągając smutny wniosek: „ale się roztyłam” oraz „teraz żaden facet mnie nie zechce”. Jeżeli utożsamiasz się z podanymi przeze mnie przykładami, to niedobrze. Nie, nie jest niedobrze, bo za dużo ważysz. Niedobrze jest dlatego, że przez to możesz wpędzić się w dużo większe problemy niż nadwaga.

Anoreksja i bulimia – cisi mordercy

Konsekwencją powyższych przykładów może być anoreksja, o której coraz częściej i coraz głośniej mówi się w przestrzeni publicznej. Być może słyszeliście o niej w telewizji lub czytaliście w kolorowych czasopismach. Może znacie kogoś, kto się z nią zmaga, może sami na nią cierpicie, chociaż nie jesteście tego świadomi. Anoreksja, zwana inaczej jadłowstrętem psychicznym, do niedawna kojarzona była głównie z nastolatkami oraz celebrytkami. Uważało się, że obie grupy nadmiernie dbają o swoją figurę i każdy dodatkowy kilogram przeżywają jak stonka wykopki. Te dwie grupy były i są ze sobą ściśle połączone, można wręcz powiedzieć, że jedna spowodowała powstanie drugiej. Celebrytki chcąc wyglądać pięknie i seksownie korzystają z licznych zabiegów medycyny estetycznej. Mam tu na myśli głównie „zwykłe” odsysanie tłuszczu, chociaż są o wiele bardziej drastyczne metody. Pewnie słyszeliście o modnych ostatnimi czasy „tabletkach z tasiemcem”. Połykamy pigułkę z pasożytem i problem z głowy, a raczej z wagi. Możemy nie odmawiać sobie ulubionego burgera i nie troszczyć się przy tym o kilogramy. O wielkiej szkodliwości tej metody odsyłam do innych artykułów. Wróćmy do głównego zagadnienia. Nastolatki oglądające zdjęcia lub nagrania ze swoimi ulubionymi aktorkami, piosenkarkami czy modelkami, usiłowały dorównać im wyglądem. Widząc siebie w lustrze nabierały przekonania, że daleko im do tych piękności ze srebrnego ekranu – to często jest pierwszy krok w kierunku anoreksji. Kolejnymi krokami były coraz to nowe diety aż ostatecznie dochodziło do narzucania sobie rygorystycznych racji żywnościowych. Ponieważ chorobę, jaką jest anoreksja, często się bagatelizuje, to przez to wiele młodych dziewczyn nie otrzymuje wsparcia w postaci psychologa czy choćby zrozumienia wśród bliskich, a jedynie spotyka się z ostrą krytyką swojego zachowania, co jeszcze bardziej pogłębia problem, zamiast go rozwiązać. Obecnie zaczynamy zwracać na to większą uwagę, te tematy poruszane są między innymi w szkołach. Anoreksja staje się coraz bardziej powszechna i zaczyna dotykać naszych bliskich. Wbrew pozorom nie cierpią na nią jedynie zbuntowane nastolatki, problem ten może dotknąć każdego, nawet osoby dojrzałe wiekiem, bez podziału na płeć. Nie zawsze powodem choroby jest również chęć upodobnienia się do znanej modelki. Coraz częściej źródło tkwi w ludzkim języku.

Mam znajomą, nazwijmy ją Kasia (imię celowo zmienione), która przez pewien czas cierpiała na anoreksję. W jej przypadku nie zaczęło się od ambicji aby wyglądać jak gwiazda z serialu. Zaczęło się od „koleżeńskich” uwag w szkole, że „zrobiła się nieco pulchniejsza”. Każdy, kto zetknął się z takimi uszczypliwościami wie, jak głęboko takie opinie mogą utkwić w ludzkiej psychice i jak wielki mają wpływ na nasze zachowanie. Kasia każdą uwagę wzięła sobie głęboko do serca. Za głęboko. Za wszelką cenę usiłowała schudnąć, aby nie spotykać się już z nieprzychylnymi opiniami. Wykreowała w swojej wyobraźni obraz bardzo szczupłej osoby, która jest szczęśliwa dzięki swojej szczupłości. Takiej osobie nikt nie zarzuci, że jest pulchna, co nie? Chudsi mają fajne życie. Uświadomiła sobie, że tylko bycie szczupłą pozwoli jej zaznać prawdziwego szczęścia. Gdy model „ideału” został wykreowany, pozostało tylko do niego dążyć. Zaczęła radykalnie ograniczać swoje racje żywnościowe. Jeść coraz mniej i coraz bardziej skąpo, a przy tym nieustannie obliczać i redukować kaloryczność przyjmowanych posiłków. Stałym elementem jadłospisu stały się więc wafle ryżowe, jogurt naturalny i marchewka (jeżeli wygląda Ci to znajomo, pora na chwilę refleksji i zastanowienia się czy aby na pewno ten problem nie dotyczy Ciebie lub bliskiej Ci osoby). Kasia popadała w spiralę żywieniowej obsesji. Głodówki wyniszczały jej ciało, zaczęła chudnąć coraz bardziej – i tu uwaga – im częściej słyszała od otoczenia, że jest za chuda, tym większą odczuwała potrzebę dalszego chudnięcia. Gdy spoglądała na siebie w lustrze, nie dostrzegała tam wystających kości policzkowych, tylko wciąż pulchną buzię. Niedobory żywieniowe powodowały spadki energii, Kasia coraz więcej spała w ciągu dnia, ponieważ jej organizm nie miał siły na inne czynności. Jej najbliżsi popadali w rozpacz, widząc jak ukochana osoba niknie w oczach i próbowali ją z tego wyciągnąć. Problem w tym, że osoba chora na anoreksję nie przyjmuje do wiadomości faktu, że jest za chuda. Wszelkie uwagi i prośby
o zaprzestanie odchudzania odbiera jako fałszywą troskę, która ma na celu uśpić jej czujność. Koniec końców przy wsparciu bliskich szczęśliwie udało jej się wyjść z tego paskudnego dołka i powrócić do normalności, jednak nadal obsesyjnie pilnuje swojej figury i nie rezygnuje z wafli ani jogurtów.

Nie mniej groźną chorobą jest bulimia, charakteryzująca się napadami objadania, po których następują wyrzuty sumienia i wywoływanie wymiotów. Z tą chorobą zmagała się druga moja znajoma, nazwijmy ją Kasia 2. W tym przypadku początek był identyczny: docinki na temat figury ze strony koleżanek i kolegów. Umówmy się, kiedy bez przerwy słyszysz od kogoś, że jesteś gruba, po którejś z kolei uwadze zaczynasz nie wytrzymywać psychicznie, mimo, że pierwsze docinki zlewałaś. Kasia 2 zaczęła odczuwać wyrzuty sumienia po posiłkach. W jej głowie kłębiły się myśli: „znów to zrobiłaś, objadłaś się jak świnia”, „miałaś zjeść marchewkę, a co zrobiłaś?”. Pewnego razu po zjedzonym posiłku wyrzuty sumienia wzięły górę i doprowadziły ją do wywołania wymiotów, jako swego rodzaju katharsis, oczyszczenia z „win”, bo tak właśnie osoba chora na bulimię traktuje zjedzony posiłek – jako przewinienie, występek przeciwko sobie. Z czasem spontaniczne wymioty przerodziły się w zaplanowane działania. Wiedziała, że zwymiotuje posiłek jeszcze przed jego zjedzeniem. To stało się silniejsze od niej. Jedzenie zaczęło jej się kojarzyć negatywnie, ponieważ posiłki były równoznaczne z późniejszymi wymiotami. Trwało to dość długo. Teraz, choć Kasia 2 ma to już za sobą, uważa, że z tej choroby nie da się wyleczyć do końca. Jej zdaniem bolesne doświadczenia z tym związane zostają już na zawsze w naszej psychice, żłobiąc w niej trwały ślad. Jeśli nie da się pozbyć tego ze świadomości, można przynajmniej uchronić przed tym innych. Oba powyższe przypadki miały swoje źródło w ludzkich opiniach. Kasia 1 i Kasia 2 zdecydowały się na takie kroki będąc pod wpływem komentarzy dotyczących swojego wyglądu. Dlatego właśnie psycholodzy od lat apelują, aby bardzo uważać na to, co mówimy np. swojej kuzynce podczas świątecznego spotkania. Nasze słowa, nawet jeżeli w naszym mniemaniu wypływają z troski, mogą być przyczyną tragedii. Bo przecież finał nie musi być zakończony „happy endem”. W artykule autorstwa Aleksandry Walory i Agaty Dutkiewicz możemy przeczytać: „Jak wynika z badań, myśli samobójcze ujawnia ok. 54% osób chorych na anoreksję, natomiast ok. 9% podejmuje próby samobójcze. Odsetek śmiertelności z powodu samobójstwa u chorych wynosi od 2 do 9%, co skutkuje faktem, iż śmierć samobójcza stanowi 27% przyczyn wszystkich zgonów pacjentów z anoreksją”.

Aha, jeszcze jedno. Być może ktoś po przeczytaniu powyższych treści powie: no dobra, ale te choroby dotykają głównie kruchych psychicznie nastolatek i kobiet sfiksowanych na punkcie swojej wagi, którym ktoś kiedyś rzucił aluzję, że są grube. Rzeczywiście problem anoreksji dotyczy głównie młodych dziewcząt, a zdecydowana większość chorych na bulimię, to kobiety. Nie oznacza to jednak, że mężczyźni są od tych zaburzeń uwolnieni. Przez większą część dorosłego życia na bulimię cierpiał Marlon Brando, wybitny aktor filmowy, gwiazda Hollywoodu, laureat dwóch Oscarów. W młodości uznawany za jednego z najseksowniejszych mężczyzn na świecie, był obiektem westchnień tysięcy kobiet. Z upływem lat zaczął znacząco przybierać na wadze, co było szeroko komentowane w aktorskim świecie. Dopiero po jego śmierci na jaw wyszedł fakt, że Brando zmagał się z bulimią, która nieleczona przez wiele lat, stała się jedną z przyczyn jego zgonu. Jak się okazuje, chłopacy też płaczą. Na bulimię przez wiele lat cierpiała również księżna Diana, która wyznała w szczerym wywiadzie, że bulimia dotyka przede wszystkim osoby które cierpią przez niską samoocenę. Kto zna kulisy z życia księżnej Diany, ten wie, że „Róża Anglii”, jak mówił o niej Elton John, u boku księcia Karola nie miała życia jak z bajki…

Być jak Marilyn Monroe

Na płaszczyźnie zaburzeń odżywiania swoją rolę odgrywają także wszelkie agencje modelek, które obecnie wyznaczają kanion kobiecego piękna. Niemała jest w tym także rola mediów. Przeszukując wirtualną przestrzeń pod tym kątem natrafiłem na artykuły pod hasłem: „Ile brakuje Ci do top modelki?” oraz „Tak wygląda idealna twarz kobieca! Ile brakuje ci do ideału?” – widzicie haczyk w tytule? Autorzy tych tekstów nie ujęli tego w ten sposób: „sprawdź czy masz figurę/ wygląd modelki”. Założyli z góry, że ich czytelniczki nie mają takiego wyglądu. Kobiety to czytają i widząc podane wzorce często ulegają presji.

Według obecnych wytycznych współczesna „kobieta idealna” ma ok. 174 – 180 cm wzrostu. Obwód jej talii przy co najmniej 178 cm wzrostu nie powinien przekraczać 65 cm, zaś górna granica obwodu bioder nie powinna przekraczać 93 cm, a obwód uda 50 cm. Dodajmy jeszcze biust, który powinien mieścić się w miseczce A lub B. Porównajmy te liczby z wymiarami Marilyn Monroe, seksbomby z Hollywood z lat 50. XX w. do której wdzięków wzdychał cały męski świat. Dziś dawny ideał kobiecości zostałby zapewne wyśmiany przez jury programów telewizyjnych z modelkami. Monroe przy wzroście 166 cm ważyła (według informacji, które znalazłem) 65 kilogramów. Nosiła przy tym rozmiar 12 czyli 42 – 44. Czy Monroe podobałaby się współczesnym mężczyznom bardziej niż dzisiejsze modelki? Mnie zdecydowanie tak, ale nie mogę wypowiadać się za cały gatunek, może Panowie wyrażą swoje zdanie w komentarzach…

Nie waż mi się ważyć!

Inspiracją do powstania tego tekstu była dla mnie zalecana nam wszystkim przez rząd i lekarzy domowa kwarantanna, która jak się okazuje sprzyja przyrostowi naturalnemu i nie chodzi mi tu na razie o większą liczbę urodzeń – tę będziemy mogli oszacować najwcześniej za 7 miesięcy. Chodzi  o przyrost tu i ówdzie, przeważnie na brzuszku i boczkach, ale też w innych miejscach. Początkowy okres kwarantanny polegał na ograniczeniu wychodzenia z domu do absolutnego minimum. Wiele osób starało się mimo tej sytuacji uprawiać sport w domu, do czego zachęcali trenerzy fitness. Jednak nie każdy miał na to czas i chęci, no i niektórym z nas odbiło się to na sylwetce, oj odbiło. Sam przyłapywałem się na tym, że coraz częściej stawałem na wadze, aż w końcu nałożyłem sobie na to szlaban, aby nie sfiksować. Nie chcę tu jednak promować stylu życia opartego na zasadzie: hulaj dusza, piekła nie ma, jedzmy do woli, nie przejmujmy się niczym. Absolutnie nie. Obecnie znoszone są liczne obostrzenia, z czego należy korzystać i nadrobić (z zachowaniem środków ostrożności) ruchowe zaległości. Otworzono nam lasy, a więc ruszajmy tyłek na wiosenne przebieżki! Moim celem było jedynie zwrócenie uwagi na przytoczone problemy, które mogą dotyczyć każdego z nas. Na początku tekstu wspomniałem, że anoreksja i bulimia dotyczą głównie kobiet i to do nich adresuję mój artykuł. Droga Kobieto! Jeśli utożsamiasz się z przytoczonymi tu przykładami, codziennie się ważysz, mierzysz w talii, przeglądasz zdjęcia sprzed roku i stopniowo popadasz przez to w depresyjne myśli, zastanawiając się przy tym ile mogłabyś schudnąć, gdybyś ograniczyła posiłki, to ani mi się, cholera jasna, waż! Odchudzanie to proces na który składa się racjonalne odżywiane i aktywność fizyczna. Zamiast praktykować wyniszczające głodówki skorzystaj z porady dietetyka lub doświadczonej w temacie koleżanki. Poszperaj w Internecie, poszukaj odpowiednich ćwiczeń i diety. Usiądź do tego na spokojnie i nie ulegaj presji otoczenia, jeżeli z taką już się zetknęłaś. Nie staraj się schudnąć za wszelką cenę, pośpiech i desperacja nie są tu dobrymi doradcami,  a przede wszystkim nie próbuj dążyć do „współczesnego ideału kobiecego piękna”. Ideałów po pierwsze nie ma, a po drugie paradoksalnie czasem idealne są właśnie niedoskonałości, więc nie przejmuj się za bardzo swoim kobiecym „tu i ówdzie”. Analogicznie, jeśli jesteś osobą bardzo szczupłą i spotykasz się z krytyką otoczenia i określeniami „wieszak”, „chucherko” „szkielet” itd.  – również nie ulegaj presji i nie gódź się na konformizm, który kazałby Ci teraz ekspresowo przytyć, aby uszczęśliwić otoczenie. Najpierw zastanów się kto w Twoim życiu powinien być najbardziej szczęśliwy i o szczęście tej osoby zadbaj w pierwszej kolejności.

Mateusz Przybyszewski

Foto.Anja🤗#helpinghands #solidarity#stays healthy🙏 z Pixabay

You May Also Like

One thought on “Ani mi się waż! Czyli o wadze wagi słów kilka

  1. Wszyscy jesteśmy piękni, a doskonały jest tylko Bóg. I niech nas chroni od pseudoideałów (prawdziwych nie ma). Dobry tekst, a ostatnie zdanie powinno się stać mottem każdego z nas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


The maximum upload file size: 128 MB.
You can upload: image, audio, video, document, spreadsheet, interactive, text, archive, other.
Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded.

%d bloggers like this: