Cudzobóstwo

Cudzobóstwo

Rozpanoszył się zabobon po świecie. Od pokoleń wierzymy w magiczną moc przypisywaną działaniom lub przedmiotom, które mają nam zapewnić pomyślność bądź uchronić przed nieszczęściem. Ja osobiście z praktykowaniem zabobonu najczęściej spotykam się… w kościele!

„Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał bogów innych oprócz Mnie. Nie uczynisz sobie posągu ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko albo na ziemi nisko, lub w wodzie poniżej ziemi. Nie będziesz oddawał im pokłonu ani służył. Bo Ja jestem Pan, Bóg twój, Bóg zazdrosny, karzący nieprawość ojców na synach w trzecim i w czwartym pokoleniu – tych, którzy Mnie nienawidzą, a który okazuje łaskę w tysiącznym pokoleniu tym, którzy Mnie miłują i strzegą moich przykazań” – tako rzecze Pismo (Pwt 5,6-10; cyt. za Biblią Tysiąclecia).

Świadome wykroczenie przeciwko temu nakazowi – czyli tzw. idolatria lub bałwochwalstwo – jest uważane za jedno z najpoważniejszych wykroczeń, jakich może się dopuścić chrześcijanin. Kto nas kusi cudzobóstwem i jak się na to zapatruje sam Bóg, karty Biblii wskazują niejednokrotnie. Przypomnijmy sobie choćby historię kuszenia Jezusa na pustyni: „Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: «Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon». Na to odrzekł mu Jezus: «Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz»” (Mt 4,8-10; BT).

Idolatria nie musi od razu dotyczyć oddawania czci bogom rozumianym jako istoty nadprzyrodzone inne niż Jahwe. Tak naprawdę zakres tego pojęcia jest bardzo szeroki i obejmuje wszelkie przywiązanie do rzeczy, osób czy zjawisk tego świata silniejsze niż oddanie Bogu – wówczas bowiem to one stają się dla nas bogami. Do najpopularniejszych obecnie przejawów tego zjawiska należą z pewnością wiara w zabobon i idące z nią w parze używanie przedmiotów mających w naszym odczuciu moc magiczną – przyciągającą dobro lub oddalającą zło (amulety, totemy itp.).

Co zaskakujące, ja osobiście z praktyką zabobonu najczęściej stykam się w kościele. Jest taki moment w trakcie mszy św., gdy kapłan zwraca się do wiernych słowami: „Przekażcie sobie znak pokoju”. W świątyni, w której bywam najczęściej, powszechnym jest (a przynajmniej było przed wprowadzeniem ograniczeń związanych z pandemią) podawanie sobie w tym momencie dłoni. Ale nie daj Boże, gdy jakimś parom zajmującym miejsca w dwóch kolejnych rzędach ręce się akurat skrzyżują! Dłonie w takiej chwili są błyskawicznie cofane, jakby coś je oparzyło. I choć często chce mi się w takich sytuacjach śmiać, de facto nie ma tu nic do śmiechu. Kościół jest bowiem chyba ostatnim miejscem, w którym lęku przed witaniem się, notabene – na krzyż, można się spodziewać. Pociesza mnie jedynie to, że odruch ten jest zapewne bezwiedny, a co za tym idzie nie można tutaj mówić o grzechu. Ten ostatni bowiem to działanie świadome.

Tak czy owak, ja jako człowiek lubiący płynąć pod prąd („bo z prądem płyną tylko zdechłe ryby i ścierwo” – pozdrawiam serdecznie ks. ZPM-a, od którego zaczerpnąłem tę piękną maksymę), ręki nie cofam i wręcz napraszam się, żeby przekazać sobie znak pokoju na krzyż. Podobnie bardzo lubię witać się przez próg i cieszy mnie, gdy kot takiej czy innej maści przebiegnie mi drogę. Cóż to bowiem za dyskryminacja ze względu na kolor sierści – twierdzić, że czarne koty są gorsze od innych!

A skoro już o kotach o ciemnym umaszczeniu mowa, nie mogę nie wspomnieć o pewnej automobilistce, która lęk przed tymi przeuroczymi stworzeniami doprowadziła do granic absurdu. Gdy jadąc ulicami naszego pięknego miasta, miała to (nie)szczęście natknąć się na przekraczającego ulicę czarnego miauczura, zawróciła i objechała całą dzielnicę dookoła, żeby mieć pewność zakreślenia łuku wokół domniemanego zwiastuna nieszczęścia. Gdyby nie takie a nie inne moje nastawienie do opisywanego zjawiska, pochwaliłbym godną podziwu zapobiegliwość i niecodzienne poświęcenie dla zapewnienia sobie szczęśliwego dnia.

Przypomina mi się przeżywany kilka miesięcy temu Wielki Post – okres, w którym chętnie czynimy sobie różne postanowienia, mające w założeniu uczynić nas odrobinę lepszymi (drugim predestynowanym ku temu momentem jest przełom starego i nowego roku). Ja wtedy postanowiłem sobie, aby przynajmniej przez te czterdzieści dni w moim sercu prawdziwie królował Jezus Chrystus, a nie różne powszednie troski lub rozrywki – bożki tego świata – które w codziennym zabieganiu sprawiają, że tak często o Nim zapominam. Choć bowiem jestem zdeklarowanym antyzaboboniarzem i z czarnymi kotami czy amuletami problemu nie mam, to dbałość o sprawy doczesne przysłania mi często te wieczne.

Udało się? Cóż, życie pisze własne scenariusze, które jakże często potwierdzają słuszność znanych słów Woody’ego Allena o rozśmieszaniu Boga planami na przyszłość. Niezależnie od tego, czy udało mi się dobrze przygotować do świąt Zmartwychwstania Pańskiego (nie mnie to oceniać), radość tych dni tłumiły maseczka na ustach i wszechogarniający strach. Czy dożyliśmy czasów, w których dawnego złotego cielca zastąpił wirus w koronie? Mam nadzieję, że nie. Wierzę, że to dla nas próba. Egzamin z życia i człowieczeństwa. Zdajmy go najlepiej, jak potrafimy.

Krzysztof Napierski

You May Also Like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


The maximum upload file size: 128 MB.
You can upload: image, audio, video, document, spreadsheet, interactive, text, archive, other.
Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded.

%d bloggers like this: