Dzień dobry, wszyscy umrzemy

Dzień dobry, wszyscy umrzemy

Dzień dobry. Dziś mamy poniedziałek.  Nad nami umiarkowanie zachmurzone niebo. Sto sześćdziesiąty szósty dzień w kalendarzu gregoriańskim. Do końca roku pozostało nam 199 dni, które możemy dobrze wykorzystać. Słońce wzeszło o 4:14, a zajdzie o 20:58. Wszyscy umrzemy. Życzę miłego dnia.

Tym pozytywnym akcentem rozpoczynam mój poniedziałkowy felieton. To, że umrzemy wszyscy, nie jest oczywiście pozytywne, ale niestety jest nieuniknione, a zaprawdę powiadam Wam: nie warto zamartwiać się czymś, na co nie ma się wpływu i czego nie można uniknąć. Umrzemy wszyscy, oczywiście (mam nadzieję) nie dziś, mamy w końcu jeszcze wiele do zrobienia na tym świecie. Umrzemy kiedyś tam, w nieokreślonej przyszłości. Dziś bawmy się i cieszmy chwilą! Korzystajmy z tego pięknego słoneczka za oknem! Niech żyje bal, bo to życie, to bal jest nad bale! Kolorowych jarmarków, ra-ta-ta-ta-ta!

Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że „nieokreślona przyszłość” staje się coraz bardziej określona i bynajmniej nie jest kolorowa. Wielki dom, w którym mieszkamy, niedługo zamieni się w ruinę. Tak, dobrze widzicie. Wali nam się dach nad głową moi mili, a my niszczymy stropy, które go jeszcze jako tako podpierają. Planeta na której przyszło nam żyć z roku na rok staje się coraz bardziej skażona naszą obecnością, co widać dookoła, gdzie tylko wzrokiem sięgnąć. Szukając inspiracji do nowych tekstów, wybrałem się nad rzekę, przepływającą przez miejscowość w której mieszkam. Spoglądając w jej nurt wspomniałem, jak przed trzema laty odkryłem w niej obecność minoga strumieniowego – jednego z pierwszych strunowców na Ziemi. Ten sympatyczny zwierzak charakteryzuje się tym, że swoje tarło odbywa wyłącznie w miejscach z czystą, dobrze natlenioną wodą o wartkim przepływie. Najczęściej spotkać go można w górskich potokach. Możecie się domyśleć, jak wielka była moja radość, kiedy spotkałem go kilka kroków od mojego domu. Domyślcie się też jak wielki jest mój smutek, kiedy już drugi rok z rzędu nie spotkałem pana minoga w mojej ukochanej rzece. Łudzę się tym, że minóg nie polubił mojego towarzystwa i się wyniósł. Byłoby to dla mnie smutne, ale nie aż tak smutne jak to, że być może wyniósł się z powodu zanieczyszczonej rzeki…

Nawozy, kubki i samochody

Jeśli jesteście szczęśliwymi posiadaczami przydomowego ogródka, to zapewne wiecie, jak fajną rzeczą jest nawóz. Lubimy chrupiącą rzodkiewkę na kanapce, kochamy zielony szczypiorek w jajecznicy, uwielbiamy mizerię ze świeżych ogórków. Zależy nam, aby te wszystkie dary Matki Natury były duże, oraz aby rosły szybko, bo my już nie możemy się ich doczekać! Kupujemy zatem nawóz i bum! Ulubione warzywa już goszczą na naszym talerzu. Podobnie myślą rolnicy, mający pola nad brzegiem rzek. Nawożą oni swoje ziemie, aby to, co zostało zasiane, urosło szybko i obficie. Przyspieszanie i ulepszanie naturalnych procesów to korzyść, za którą płaci się ogromną cenę, o czym nie zdajemy sobie sprawy. Nawóz spływający z pola ląduje ostatecznie w rzece, rzeka wpływa do większej rzeki, większa rzeka wpływa do Wisły, Wisła do morza… ostateczny rachunek za nasze działania płacą podwodni mieszkańcy Bałtyku.

Pozostając w temacie jedzenia rozważmy następny przykład. Pogoda za oknem kusi, aby urządzać ogniska i grille. Kupujemy kiełbaski, karkówkę, kurczaka, gazowane napoje, nie zapominamy oczywiście o alkoholu. „Już gotowe do spożycia, obok gorzka do przepicia” – śpiewa Andrzej Grabowski w piosence „Zróbmy grilla”. Po wielkiej uczcie pozostałaby wielka sterta naczyń do zmywania, ale nie zostanie, bo my jesteśmy zapobiegawczy i myślimy o wszystkim. Po jaką cholerę mamy zmywać, skoro możemy użyć plastikowych talerzy, sztućców i kubków? Po użyciu wrzucamy je do worka na śmieci i problem z głowy, prawda? Na stronie internetowej Deloitte – międzynarodowej sieci spółek handlowych, świadczących usługi doradcze i audytorskie, możemy przeczytać, że w Polsce zużywa się 3,5 mln ton plastiku rocznie. Największym odbiorcą tego tworzywa jest sektor opakowań, który zużywa 33 proc. wyprodukowanego plastiku. Wykorzystywany jest on głównie do produkcji toreb na zakupy wielokrotnego użytku, folii oraz tacek do żywności. Zapewne nieraz zetknęliście się ze zdjęciami przedstawiającymi pływające w morzu kubki, słomki, tacki i foliowe torebki. Bulwersują Was te fotografie, prawda? Wspomnijcie je sobie za każdym razem, kiedy będziecie urządzać przyjęcia ze znajomymi. To, że nie wyrzucamy plastikowych kubków do morza nie oznacza, że kupując je nie przyczyniamy się do skażenia środowiska. Kupując plastikowe naczynia zwiększamy zapotrzebowanie na te produkty. Jest popyt, jest podaż, prosta ekonomia. Podkreślić należy istotny fakt, o jakim informuje nas firma Deloitte: poziom recyklingu plastikowych opakowań wynosi jedynie 40 procent. Nie wiem, jak Wy, ale ja wolę nie wiedzieć co dzieje się z 60 procentami…

Za ostatni przykład weźmy przemieszczanie się. Są momenty w których musimy skorzystać z samochodu, aby dostać się szybko na drugi koniec miasta. Zdarzają się jednak takie sytuacje w których mamy dużo czasu i moglibyśmy pójść pieszo np. do biblioteki, na basen, na siłownię (tu już nawet powinniśmy) lub do fryzjera. Często wybieramy jednak samochód. Dlaczego? Odpowiedź jest niestety dołująca: przeważnie z wygody. Nie chce nam się zasuwać piechotką, wolimy sobie wygodnie podjechać (pomijam sytuacje w których powodem są kwestie zdrowotne). Nasza wygoda przyczynia się jednak do zwiększenia emisji spalin. Były prezes Najwyższej Izby Kontroli, Krzysztof Kwiatkowski, podczas ubiegłorocznej konferencji pn. „Aglomeracje miejskie – wpływ transportu drogowego na jakość powietrza”, powiedział: „Za smog w dużych miastach odpowiadają w ogromnym stopniu samochody. To jeden z najważniejszych problemów XXI w”. Trudno nie przyznać mu racji, czytając kolejne raporty o stanie powietrza. Czy za sto lat ludzie będą mieli jeszcze czym oddychać?

Nie ma planety B

Na początku tego felietonu wspomniałem o tym, że umrzemy wszyscy oraz o tym, że nie warto się przejmować sprawami, na które nie mamy żadnego wpływu. W kwestii pozostania zwykłymi śmiertelnikami nie mamy nic do powiedzenia, no chyba, że macie chody u Hadesa i możecie zanurzyć się w Styksie (w takiej sytuacji pamiętajcie, aby zanurzyć się w całości, nie zapominajcie o piętach!). Wpływ i to bezpośredni mamy jednak na to, jak będzie w przyszłości wyglądać nasza planeta. To od nas zależy czy produkcja plastiku będzie rosła z roku na rok, czy też zatrzyma się lub nawet obniży. W naszej mocy jest uczynienie wód czystszymi. To my możemy zdecydować jakim powietrzem będziemy oddychać. Świata nie dziedziczymy po naszych rodzicach, pożyczamy go od naszych dzieci – te słowa Mahathmy Gandhiego uświadamiają nam, że ta planeta nie jest nasza. Pożyczamy ją od przyszłych pokoleń, a więc nie możemy eksploatować jej według własnego widzimisię. O pożyczoną rzecz należy dbać, należy ją oddać co najmniej w takim stanie, w jakim ją otrzymaliśmy. Jeśli to możliwe, to oddać w lepszym. W jednym z dokumentów popularnonaukowych emitowanych w telewizji usłyszałem, że gdyby na świecie wyginęły owady, upadłby cały ekosystem. Gdyby jednak na świecie wyginęli ludzie, ekosystem przeżyłby bujny rozwój. Kto zatem jest prawdziwym szkodnikiem na tej planecie?

Mateusz Przybyszewski

 

You May Also Like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


The maximum upload file size: 128 MB.
You can upload: image, audio, video, document, spreadsheet, interactive, text, archive, other.
Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded.

%d bloggers like this: