Fakt to znany, fakt to smutny i coraz bardziej niepokojący

Fakt to znany, fakt to smutny i coraz bardziej niepokojący

Od kilkunastu lat obserwujemy w Polsce spadek czytelnictwa. Fakt to znany, fakt to smutny i coraz bardziej niepokojący. Statystyki z ostatniego dwudziestolecia wykazują, że współczesny człowiek coraz rzadziej sięga po słowo pisane, przekładając nad nie inne formy spędzania wolnego czasu. Czy niesie to za sobą poważne konsekwencje? 

Biblioteka Narodowa, jedna z najstarszych instytucji kultury w Polsce, corocznie publikuje obszerny raport, będący podsumowaniem ubiegłego roku pod kątem czytelnictwa w naszym kraju. Według ich badań w minionym, 2019 r. 39 % z osób, które wzięły udział w ankiecie, przeczytało przynajmniej jedną książkę w przeciągu roku, przy czym aż 9 % respondentów zadeklarowało przeczytanie więcej niż siedmiu książek. 6 % badanych przyznało, że czyta książki w formie e-booków, a 3 % słucha audiobooków. Z powyższych danych wynika niestety również fakt, że 61 % poddanych badaniom obywateli naszego kraju nie przeczytało w minionym roku ani jednej książki. Dla porównania możemy przywołać statystyki z 2000 r., kiedy to przeczytanie przynajmniej jednej książki rocznie zadeklarowało aż 54 % badanych. Jeśli porównać ze sobą tylko rok 2000 i 2019, wniosek będzie druzgocący. Jednak nie jest na szczęście tak źle. Według badań Biblioteki Narodowej od kilku lat czytelnictwo w Polsce utrzymuje się na w miarę stałym poziomie, a w 2018 r. przeczytanie przynajmniej jednej książki zadeklarowało 37 % respondentów. Tendencja jest (jak na razie) rosnąca, pozostaje tylko trzymać kciuki aby nam tak zawsze rosło i już nic nie opadało!

Dwuprocentowy skok w statystykach budzi nadzieję i napawa optymizmem. Jednak co stoi za tą, niewątpliwie „dobrą zmianą”? Zdecydowanie duży wpływ na tej płaszczyźnie wywarła Olga Tokarczuk, która w minionym roku otrzymała Literacką Nagrodę Nobla. Był to pierwszy od dwóch dekad literacki nobel dla Polski (poprzedniego otrzymała w 1996 r. Wisława Szymborska), nic więc dziwnego, że to wydarzenie odbiło się szerokim echem nie tylko w literackim świecie. Czytanie Tokarczuk stało się może nie tyle „modne”, co „mile widziane”. W końcu wypada zaznajomić się
z twórczością naszej noblistki – taką deklarację złożył m.in. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotr Gliński, który oświadczył, że przedtem nigdy nie dokończył żadnej z jej książek, ale po otrzymaniu przez nią tej prestiżowej nagrody zobowiązał się powrócić do niedokończonych lektur. Za przykładem ministra podążył cały naród. Kto z Państwa w minionym roku korzystał z usług bibliotek ten wie, jak trudno było „dorwać” którąkolwiek z powieści Olgi Tokarczuk. Przeważnie wszystkie jej książki były wypożyczone, a rezerwacje były zapisane na miesiąc do przodu. Naszej noblistce niewątpliwie wdzięczni są także pracownicy księgarń, którzy również odnotowali spore zainteresowanie jej twórczością na rynku.

Wielka Trójka, czyli mroźno i straszno 

Autorzy ostatniego raportu opublikowanego przez Bibliotekę Narodową podkreślają, że miniony rok oprócz wzrostu w statystykach przyniósł także znaczącą zmianę w rankingu najpopularniejszych twórców. Do grona „Wielkiej Trójki” dołączyła po raz pierwszy Olga Tokarczuk, która co prawda od momentu swojego debiutu była wspominana w ankietach przez respondentów, to jednak nigdy przedtem nie trafiła do tzw. mainstreamu, będąc docenianą, uznawaną, ale raczej niszową pisarką. Dopiero przyznanie Literackiej Nagrody Nobla, a wcześniej Nagrody Bookera, oraz zekranizowanie jednej z jej powieści („Prowadź swój pług przez kości umarłych” jako „Pokot” przeniosła na ekran filmowy Agnieszka Holland) pozwoliło jej zaistnieć dla szerszego grona odbiorców i uplasować się ostatecznie na drugim miejscu w rankingu. Szczyt zajął znany i lubiany Remigiusz Mróz, autor ponad czterdziestu powieści, należących do różnych gatunków literackich, choć najbardziej kojarzony i utożsamiany z powieściami kryminalnymi. Trzecie miejsce przypadło Stephenowi Kingowi, niekwestionowanemu królowi horroru, autorowi takich klasyków gatunku, jak „Lśnienie”, „To” czy „Miasteczko Salem”, znanemu także dzięki popularnym na świecie ekranizacjom swoich powieści. Pisarz ze stanu Maine już od ponad 5 lat jest obecny na podium najpopularniejszych autorów w Polsce i ewidentnie King, jak na króla przystało, łatwo tronu nie odda…

Mickiewicz, Sapkowski i Blanka Lipińska

Twórcy raportu przy rankingu najpopularniejszych pisarzy zwracają uwagę na istotny fakt – mianowicie po raz pierwszy od 2012 r. listę autorów najchętniej czytanych przez respondentów książek otwiera trzech współczesnych pisarzy, zrzucających z podium panów Henryka Sienkiewicza
i Adama Mickiewicza, którzy zajęli ostatecznie odpowiednio czwarte i piąte miejsce. Obydwaj znani wielu pokoleniom Polaków literaci swą trwałą na podium obecność zawdzięczali uczniom szkół średnich i podstawowych, trudno więc powiedzieć czy są równie chętnie czytani poza zajęciami języka polskiego.

Tuż za nimi na szóstym miejscu uplasował się Andrzej Sapkowski, który ostatnio nie może narzekać na zainteresowanie u odbiorców. Jego najsłynniejszy bohater, wiedźmin Geralt z Rivii, był niedawno na ustach miłośników filmowych całego świata, a to za sprawą nowego, głośnego serialu, emitowanego na Netflixie, który zdobył wielką popularność (kto z Was chociaż raz nie zanucił „Toss a coin to your witcher” niechże we mnie rzuci srebrnym mieczem). Tuż za ASem w rankingu znalazły się kolejno dwie Katarzyny: Bonda i Grochola. Na dziewiątym miejscu – i tu się na chwilę zatrzymajmy – znalazła się Blanka Lipińska, autorka głośnej trylogii erotycznej: „365 dni”, „Ten dzień” oraz „Kolejne 365 dni”, która w ostatnim czasie stała się fenomenem nie tyle literackim, co społecznym. Pani Lipińska zanim zabrała się za zawodowe pisanie książek, wcześniej pracowała jako menager nocnych klubów i terapeutka-hipnotyzer. Przyznam bez bicia, że żadnej z jej powieści nie przeczytałem, ale każdą przekartkowałem przy półce w supermarkecie. Po pobieżnym zapoznaniu się ze stylem autorki stwierdziłem, że nie zapoznam się jednak z całością, przez co nie mogę wypowiedzieć się na jej temat. Mogę jedynie oprzeć się na opinii bliskich mi osób, które je przeczytały i w rozmowie ze mną wyraziły negatywne zdanie, oraz na recenzjach krytyków, którzy również nie zostawili suchej nitki na pisarce. Oprócz przeciwników, autorka ma jednak także swoich zwolenników, którzy 14 lutego br. zgromadzili się w salach kinowych, aby obejrzeć ekranizację pierwszej części trylogii. Cóż, co by nie mówić i nie zarzucać Blance Lipińskiej, trzeba przyznać, że udało jej się wywołać zamieszanie na rynku wydawniczym i zdobyć tysiące fanów, tak jak kilka lat temu uczyniła to E.L. James, autorka „50 twarzy Greya”, która również spotkała się z mieszanym odbiorem. Jest to swego rodzaju fenomen, że coś, co być może w gruncie rzeczy jest płytkie, ma tak dużą popularność. Podobnie jest przecież z disco polo – wyśmiewamy, hejtujemy, a od czasu do czasu nóżka chodzi do rytmu…

Pozostałe pozycje w rankingu to: 10. B.A. Paris, 11. Bolesław Prus, 12. Heather Morris, 13. Danielle Steel, 14. Jakub Żulczyk, 15. Harlan Coben, 16. Jo Nesbø, 17. Katarzyna Michalak, 18. Stefan Żeromski, 19. E.L. James, 20. J.K. Rowling, 21. Joseph Murphy, 22. J.R.R. Tolkien, 23. Joanna Chmielewska, 24. Marek Krajewski, 25. Graham Masterton, 26. Fiodor Dostojewski, 27. Mariusz Szczygieł, 28. Katarzyna Puzyńska,  29. George Orwell, 30. Sebastian Fitzek.

 

Tragedii nie ma, ale do ideału wciąż daleko…

Jakie wnioski można wysnuć z powyższego zestawienia? Wynika z niego, że jeśli już sięgamy po książkę, to najczęściej jest to kryminał, o czym świadczy obecność Remigiusza Mroza na pierwszym miejscu. Chętnie również czytamy powieści grozy, o czym zaświadcza obecny od lat na podium Stephen King (chociaż ostatnio eksperymentuje z innymi gatunkami). Z miejsc pozostałych autorów wynika, że różnorodność gatunków po jakie sięgają Polacy jest duża. Powieści obyczajowe, thrillery, powieści erotyczne, fantasy… Dominują przy tym książki współczesne, ale klasyka również nie odeszła jeszcze w zapomnienie, co widać chociażby po obecności Fiodora Dostojewskiego. Ostatecznie nie jest najważniejsze co czytamy, ale to, że w ogóle czytamy. Ważne, że sięgamy po książkę, gazetę, komiks… ogólnie po słowo pisane, zamiast oglądać seriale typu paradokument, co jest niestety coraz częściej spotykane wśród naszego społeczeństwa. Jak zaznaczyłem na początku, w 2000 r. 54 % przebadanych osób odpowiedziało, że przeczytało przynajmniej jedną książkę przez cały rok. Dopowiem teraz, że 24 % osób zadeklarowało wówczas, że przeczytało przez rok więcej niż siedem książek. Obecne liczby wypadają przy tym blado. Oczywiście winnych za taki stan rzeczy można wymieniać i wymieniać: telewizja, Netflix, kino, gry komputerowe… kto 20 lat temu grał w gry komputerowe? Nie każdy mógł sobie na nie pozwolić, były zresztą dużo mniej atrakcyjne od tych obecnych. Do kina również nie chodziło się tak często, jak dziś, a Netflix nie istniał (zresztą Internet ograniczał się wówczas do przepływu informacji, nie było nawet Youtube’a). Jednak prawda jest taka, że gdybyśmy naprawdę chcieli poczytać książkę, zrezygnowalibyśmy z gry czy serialu. Sam wiele razy przyłapuję się na tym, że przez ten czas, który marnuję na bezproduktywne i nieistotne sprawy, przeczytałbym już wiele wartościowych rzeczy. Nie chcę tu oczywiście hejtować gier video czy seriali, w końcu wiele z nich jest naprawdę fantastycznych. Te możliwości spędzania wolnego czasu również są dobre, jednak przydałoby by się, abyśmy mimo wszystko częściej sięgali po książkę. Ona w przeciwieństwie do innych form rozrywek pobudza naszą wyobraźnię, poszerza zasób słów, zwiększa elokwencję. Film, choćby nie wiem jak dobrze zrealizowany, jest jednak narzuceniem nam czyjejś wizji. W książce możemy imaginować sobie własną scenografię, wygląd bohaterów czy otoczenie; na ekranie to wszystko jest nam podane przez kogoś innego. Też macie ten niedosyt, gdy oglądacie ekranizację książki i w głowie pojawia się nagle myśl: „Inaczej to sobie wyobrażałem/am?”. Kultura obrazu nigdy nie zastąpi kultury słowa. Może być jej dopełnieniem, jednak nie powinna być zamiennikiem. Gdy tak się stanie, będziemy mieć problem w postaci kolejnych pokoleń troglodytów. Dlatego tak istotne są wszelkie przedsięwzięcia promujące czytelnictwo, jak np. „Cała Polska czyta dzieciom”, „Narodowe Czytanie”, czy akcja z naszego rodzimego podwórka – „Poczytajmy, posłuchajmy”, realizowana w ubiegłe wakacje przez Urząd Miasta Mława. Można też połączyć przyjemne z pożytecznym, czego przykładem jest #16wersówzksiąg, akcja, która wzorowana jest na słynnej ostatnio hip-hopowej zabawie, mającej na celu walkę z koronawirusem i wsparcie polskiej służby zdrowia. Polega ona na tym, że osoby nominowane muszą ułożyć 16 wersów z tytułów książek, zrobić zdjęcie efektowi swojej twórczości i opublikować je w mediach społecznościowych typu Facebook czy Instagram wraz z hasztagiem, linkiem do zbiórki pieniężnej i kolejnymi nominowanymi osobami. Dziękuję w tym miejscu mojej przyjaciółce Gabrysi, która wciągnęła mnie w tę zabawę. Przez okres pandemii i domowej izolacji modne było również czytanie książek (w całości lub fragmentarycznie) za pośrednictwem Internetu, na transmisjach on-line. Wzięli w tym udział liczni polscy aktorzy i pisarze, a także mój przyjaciel Krzysztof, który co tydzień na swoim profilu facebookowym zamieszcza nowe nagranie, na którym czyta odbiorcom wybrany utwór literacki.

Czytajmy więc jak najwięcej i jak najczęściej. Kto czyta książki, żyje podwójnie, jak powiedział (a raczej napisał) Umberto Eco. Czytajmy w domu, w autobusie, na świeżym powietrzu, w parku, nad morzem, nad jeziorem, w górach i w dolinach. Czytajmy przy śniadaniu, obiedzie i kolacji. Czytajmy w kawiarniach i restauracjach i nie zważajmy przy tym na wzroki wścibskich ludzi. Stephen King w swojej książce pt. „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika” udzielił wskazówki młodym pisarzom: „Dobrze wychowane towarzystwo uważa czytanie podczas posiłku za nieeleganckie, ale jeśli chcecie odnieść sukces w pisaniu, istnieje tylko jedna rzecz, którą winniście przejmować się mniej niż brakiem elegancji, a jest nią opinia dobrze wychowanego towarzystwa.”

Czytajmy, czytajmy i jeszcze raz czytajmy. Książka jest dobra na wszystko: poprawia pamięć, ćwiczy umysł, pozwala oderwać się od szarej rzeczywistości, zapomnieć o trapiących nas smutkach, przenieść w magiczny świat wyobraźni… a nawet pomóc w znalezieniu drugiej połówki. Badania wykazują, że kobieta z książką w ręku jest bardziej seksowna według mężczyzn i vice versa, mężczyzna, który czyta, jest atrakcyjniejszy w oczach kobiet. Kto mi nie wierzy na słowo, niech przejdzie się do kawiarni ze „Sztuką kochania” Michaliny Wisłockiej. Skupienie na twarzy, przygryziona warga, zamyślona mina… oho, no i proszę – już zerka na Was urocza kelnerka lub chłopak ze stolika obok.

Mateusz Przybyszewski

You May Also Like

One thought on “Fakt to znany, fakt to smutny i coraz bardziej niepokojący

  1. Powiało Mrozem. Jest nadzieja, że epidemia, tak jak niedawno uzdrowiła przyrodę, może i uzdrowi czytelnictwo. Dziękuję za wspomnienie o mojej nieskromnej osobie, a a propos Wiedźmina – cóż, Mateuszu, jakbyś przewidział 😉 Pozdrawiam serdecznie i życzę samych smacznych lektur!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


The maximum upload file size: 128 MB.
You can upload: image, audio, video, document, spreadsheet, interactive, text, archive, other.
Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded.

%d bloggers like this: