Lech Prejs: Muszę podejmować trudne decyzje

– To najlepszy sposób na rządzenie w terenie – zarówno w małych społecznościach: gminnych, miejskich, miejsko-gminnych, jak i w dużych aglomeracjach czy województwach – mówi o samorządzie terytorialnym w 30. rocznicę jego powstania Przewodniczący Rady Miasta Mława Lech Prejs. Rozmawiamy z nim m.in. o pierwszych wolnych wyborach i wyzwaniach stojących dziś przed samorządami.

 

Magdalena Grzywacz: Rok 2020 został w Polsce ogłoszony Rokiem Samorządu Terytorialnego. Dokładnie 8 marca 1990 roku – 30 lat temu – została uchwalona ustawa o samorządzie terytorialnym. Jak Pan wspomina pierwsze w pełni wolne wybory powszechne w naszym kraju?

Lech Prejs: Było to dość dawno, minęło 30 lat. Nie byłem wtedy samorządowcem i nie byłem działaczem samorządowym, działałem w stowarzyszeniach. Były to pierwsze wolne wybory do samorządu. We wcześniejszych frekwencja zawsze osiągała poziom 99% i wszyscy głosowali na jednego kandydata. W 1979 miałem ciekawy przypadek, studiowałem wówczas i postanowiliśmy – my wszyscy studenci z akademika – pójść na te wybory razem. Bardzo to zaniepokoiło służby porządkowe. Zostaliśmy zatrzymani i wylegitymowani. W punkcie wyborczym wszyscy wchodziliśmy za kotarę, aby zakreślić kandydata – było to wtedy nie do przyjęcia. Jak ktoś wchodził za kotarę – stawał się podejrzanym.

A te wybory z 1990 czym się różniły?

Były wolne i czułem, że mogę w końcu dokonać wyboru, mogłem za kotarę wejść albo i niekoniecznie wchodzić. Nie wstydziłem się, na kogo głosuję, więc nie musiałem się specjalnie chować. Pamiętam, że było to święto radosne. Mój głos liczył się – chociaż do dziś wiele ludzi uważa, że jeden głos nic nie znaczy. Dla mnie jest cenny. Od tamtej pory chodzę na wszystkie wybory i uważam, że nasze głosy mają znaczenie.

Czym dla Pana jest samorząd?

Samorząd to struktura, która dobrze, że powstała. To najlepszy sposób na rządzenie w terenie – zarówno w małych społecznościach: gminnych, miejskich, miejsko-gminnych, jak i w dużych aglomeracjach czy województwach. Obecnie zabiera się samorządom trochę wolność decyzji i wolności dysponowania swoim budżetem. Próbuje się wprowadzać ograniczenia. Ja uważam, że samorząd się sprawdził. Ludzie w terenie naprawdę wiedzą, na co powinno przeznaczać się i wydawać pieniądze miasta czy gminy. Wybory na poziomie samorządów terytorialnych, to jest wybieranie konkretnych ludzi, których znamy i możemy im zaufać.

Czy 30 lat temu przed radnymi stawały te same wyzwania, jakie stoją teraz?

Na pewno były inne, ze względu chociażby na to, że 30 lat temu priorytetem było przejęcie władzy. W terenie istniała ona tylko w strukturach Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i w takich niby samodzielnych radach. Rady Narodowe istniały – sam byłem nawet członkiem jednej z nich – ale wybory były parodią. Kandydaci wygrywali i tyle, o niczym nie decydowali. Wybory dzisiejsze zupełnie inaczej wyglądają, a te pierwsze były wyjątkowe – to było przejmowanie władzy. Podejrzewam, że pierwsze lata nie były proste, trzeba było nauczyć się rządzić. Rady dostały ogromny majątek w postaci miast z wieloma przedsiębiorstwami, z infrastrukturą, którą trzeba zarządzać. Podejrzewam, że dość długo trwało uczenie się zarządzania. Za nami jest aż 30 lat, albo tylko 30 lat i myślę, że cały czas się tego uczymy.

Wielu mieszkańców, wielu obywateli nie rozumie, że radni i burmistrz muszą myśleć o budżecie i potrzebach całego miasta, nie tylko o tym żeby np. oni mieli tanio. Budżet nie jest z gumy i nie da się go w nieskończoność rozciągać.

Czyli samorząd można porównać z dużą rodziną, na czele której stoi rada i podejmuje decyzje, na co zostaną przeznaczone wspólne pieniądze. Burmistrz wprowadza te decyzje w życie.

Pozycja burmistrza jest mocna. Wcześniej bywało różnie, bo zarząd wybierał burmistrza podobnie jak starostę. Teraz burmistrza wybieramy w bezpośrednich wyborach, podkreślając poparcie dla jego planów i działań. Głównym zadaniem rady jest zatwierdzanie tego, co burmistrz zaproponuje. Nie dzieje się to automatycznie – prowadzimy dyskusję, rozmawiamy, odbywamy wiele spotkań, np. ostatnio w sprawie metody naliczania opłat za odpady. Z pełnym szacunkiem muszę powiedzieć, że nasz burmistrz słucha rady i radnych i bierze pod uwagę ich opinie. Wszystko jest robione dla dobra tego miasta i jego mieszkańców.

Ta wyjątkowa rocznica samorządu wypada w roku, gdy na samorządowców spadły zupełnie nowe obowiązki związane z przeciwdziałaniem pandemii, pojawiły się problemy z gospodarką odpadami i oświatą. Co – Pana zdaniem – jest obecnie największą bolączką samorządów?

Budżet samorządu jest ograniczany i obniżany ze względu na to, że subwencje i dotacje centralne, wojewódzkie czy rządowe są niższe. Rząd ma swoją politykę, która nie zawsze jest tożsama z samorządową.  Otrzymaliśmy wiele zadań, których nie wykonywał samorząd – np. przeciwdziałanie pandemii. Musimy je finansować. Uzupełnienie braków finansowych wymaga roztropności zarówno radnych, jak i burmistrza. To dla nas wyzwanie.

Bycie samorządowcem, radnym, przewodniczącym rady wymaga czasami odwagi i podejmowania decyzji, które nie są popularne. Czy jest kuszące bycie raczej populistą?

Nigdy populistą nie byłem, dla mnie to nie jest kuszące. Na pewno łatwiej by było rozdawać mieszkańcom pieniądze i mówić im: płacicie najmniej za wodę, śmieci czy ścieki w województwie, a może w kraju. Sprawdziłem, że jak robimy coś dobrze i jest dobrze – to nikt nas za to nie chwali. Jesteśmy karceni za to, jak podnosimy ceny, bo nie ma innego wyjścia. Podejmowanie tych decyzji jest niewątpliwe trudne szczególnie w dobie internetu, hejtu, trollowania. Są ludzie, którym się zupełnie nic nie podoba – niezależnie, co by się postanowiło. Podejmowanie trudnych decyzji łatwe nie jest. Ostatnio pracowaliśmy nad uchwałami dotyczącymi gospodarki odpadami.  Wprowadziliśmy nową metodę obliczania opłat, aby uchronić miasto przed nieuczciwością i jeszcze większymi podwyżkami. Było to konieczne, ponieważ inaczej miasto ograniczyłoby inwestycje, stanęłoby w miejscu, a my dopłacalibyśmy do śmieci, których odbiór poszedł w górę nie z naszej winy.

Słuchając Pana, odnoszę wrażenie, że bycie samorządowcem, bycie radnym to nie jest do końca przyjemna sprawa: trudne decyzje, hejt. Czy może się tak zdążyć, że zabraknie kandydatów na radnych, bo ludzie pomyślą: „po co mam się męczyć”?

Jeśli ktoś poważnie pochodzi do obowiązków radnego, to na pewno sprawowanie tej funkcji nie jest dla niego łatwym kawałkiem chleba. Jeśli chce spełnić to, co obiecywał w kampanii wyborczej swoim wyborcom – to musi podjąć trud. Wielu radnych obecnej kadencji sparzyło się na tym, bo w kampanii obiecywało złote góry, które dzisiaj są absolutnie nie do spełnienia. Zdarzają się też radni, którzy chcą po prostu przejść kadencję, nie zabierać za dużo głosu, nie podejmować decyzji, wstrzymać się od głosu lub być przeciw. Jest to wygodne, bo można powiedzieć: „to nie ja”. Ja, jako przewodniczący rady i członek komitetu wyborczego Sławomira Kowalewskiego, muszę podejmować trudne decyzje, podobnie jak inni nasi radni, i przekonywać pozostałych do takich decyzji. W dodatku zdaje sobie sprawę, że niewiele osób mnie za to pochwali.

Zawsze się czułem społecznikiem, ale większa polityka mnie nie interesowała. Żona czasami zarzuca mi, że się poświęcam i mam z tego tylko kłopoty. Taka natura. Testem na prawdziwe powołanie i działalność społeczną byłoby pewnie zniesienie diet, albo ich ograniczenie. Ale to ryzykowny test. Nie widzę żadnego powodu, żeby radni nie otrzymywali diety – rekompensaty finansowej za swój czas, bo często radni biorą godziny lub wolny dzień w pracy i nie mają za to płacone. Takie straty rekompensuje dieta.

Odwołane zostały wszystkie wydarzenia sportowe i kulturalne. Nawet sesja Rady Miasta Mława odbywa się w bardzo okrojonym składzie. Jak można uczcić samorząd w nowej rzeczywistości?

Można byłoby przygotować interesujący materiał i online pokazać historię, pracę samorządu mławskiego, wspomnieć osoby, które w tym samorządzie pracowały. Spora grupa takich osób już nie żyje – warto je wspomnieć. Przez te 30 lat przez mławski samorząd przewinęło się wiele osób, wiele pracowało czysto ideowo i społecznie. Skoro nie możemy zrobić plenerowych imprez, ani spotkać się na kawie – może dobra byłaby jakaś publikacja w postaci jednodniówki? Myślę nawet o albumie lub broszurce. Z pewnością warto uczcić 30-lecie mławskiego samorządu.

foto. UMM

You May Also Like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


The maximum upload file size: 128 MB.
You can upload: image, audio, video, document, spreadsheet, interactive, text, archive, other.
Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded.

%d bloggers like this: