Madki, Dżesiki i Brajanki…

Madki, Dżesiki i Brajanki…

Ostatnimi czasy w przestrzeni internetowej coraz popularniejsze staje się zjawisko madek (pisownia oryginalna). Spotkać je można wszędzie: w parku, w kolejce do lekarza, na drodze przeznaczonej dla rowerzystów, gdzie przeważnie spacerują z wózkami, w urzędzie lub w supermarkecie. Najczęściej jednak są widoczne w social mediach, gdzie na bieżąco dokumentują najważniejsze wydarzenia z życia swojego dziecka, rozprawiając o kolkach, zaparciach, biegunkach i naklejkach na słodziaki.

Mateusz Przybyszewski

 

Temat ten, wbrew żartobliwemu tytułowi artykułu, wcale nie jest płytki, a coraz częściej staje się przedmiotem poważnych debat socjologicznych. W niniejszym tekście postaram się go Wam przybliżyć. Zanim omówimy sobie ogólne zjawisko, przejdźmy najpierw do terminologii.

Madka – mowa tu o z reguły młodych (lub bardzo młodych) kobietach, które swoje macierzyństwo wynoszą do rangi heroizmu. Posiadanie dziecka jest dla nich najwyższą formą spełnienia i są święcie przekonane, że kobiety, które jeszcze nie zaszły w ciążę, a co więcej, wcale tego nie planują, marnują swoją młodość. Jeśli ktoś ma odmienne zdanie w tym temacie, po prostu jest niedojrzały lub nie zna życia. Na argumenty kobiet, które nie chcą mieć dzieci, odpowiadają często: „ciekawe kto ci bezdzietna lambadziaro poda szklankę wody na starość”. Madek w żadnym razie nie należy więc mylić z matkami.

Bombelek – dziecko madki. Błąd w zapisie wziął się wprost z pisowni stosowanej przez madki, które na forach internetowych określają swoje pociechy właśnie tym mianem, a że przy tym nie znają  zasad ortografii, zapisują je w takiej formie, co zostało podchwycone i rozpowszechnione przez internautów.

Bezdzietna lambadziara – kobieta nieposiadająca dzieci. Niektóre madki przyjęły nazywać tak kobiety, które wdały się z nimi w polemikę, najczęściej w przestrzeni internetowej, np. pod jakimś postem na Facebooku dotyczącym dzieci. Jeśli takowa kobieta ośmieli się mieć inny pogląd na macierzyństwo niż madka, zostaje często ochrzczona właśnie tym mianem.

Kąkubęt – partner rozwiedzionej madki, przybrany tata bombelka (pisownia oryginalna).
W większości przypadków bezrobotny truteń, na którego madka stale narzeka. Nie pomaga w domu, nie dokłada się do domowego budżetu, nie bardzo kwapi się też do opieki nad dzieckiem. Czytając
o jego wadach, właściwie nie wiadomo dlaczego, taka kobieta pozostaje w relacji z owym facetem.

Skoro poznaliśmy podstawowe pojęcia – let’s go! Zagłębmy się w ten fascynujący temat.

 

Spójrzcie jaką mój bombelek zrobił piękną kupkę

Madki stały się bohaterkami social mediów, w których się udzielają. Najczęściej ich aktywność wyraża się poprzez wstawianie najnowszego zdjęcia swojego dziecka i zachwycanie się nim w opisie
i komentarzach. Niestety takie fotografie przedstawiają często bardzo intymne sytuacje z życia Bogu ducha winnego dziecka: od karmienia piersią, poprzez kąpiel, aż do zmiany brudnego pampersa. Przygotowując się do tego artykułu, byłem przez pewien czas obserwatorem kilku kont na Facebooku poświęconym madkom. Po pewnym czasie nauczyłem się już, że tego typu stron
w żadnym wypadku nie wolno przeglądać przy posiłku (!) –  no, chyba że jesteście właśnie na diecie. Gdy pewnego razu moim oczom ukazało się zdjęcie dwuletniego dziecka z przyklejoną do głowy brązową substancją, oniemiałem z telefonem w ręku. Szybko rzuciłem okiem na opis, który niestety potwierdził moje obawy: „jeśli ktoś pytałby czy to na głowie mojej córci to kupa. Tak. To kupa”. Usilnie próbowałem zrozumieć intencje kobiety, która pokazała światu swoje dziecko w tak niekomfortowej i wstydliwej sytuacji. Na próżno. Pozostało mi jedynie być wdzięcznym opatrzności, że urodziłem się w latach 90., kiedy Internet na szczęście był jeszcze w powijakach
i nikt z moich znajomych nie ujrzał mnie nigdy wymazanego nieczystościami (osobiście miałbym lekki żal do mojej mamy, gdybym po latach odnalazł takie fotografie w Internecie).

Przykrym natomiast jest fakt, że współczesne madki odnajdują jakąś niezrozumiałą uciechę, a nawet perwersyjną przyjemność w publikowaniu takich zdjęć i dzieleniu się swoimi doświadczeniami z opieki nad dzieckiem. Nie zliczę już, ile przeczytałem komentarzy, w których to kobieta wyrażała swoją wielką radość z tego, że jej maluszek przy zmianie pampersa obsrał ją, męża, babcię, braciszka, a rykoszetem oberwał przy tym Azor, który niefortunnie znajdował się na linii strzału. Zmilczę więc i oddam głos  tym miejscu jednej z takich Pań, która napisała w komentarzu: „mnie kiedyś córcia całą załatwiła. Najpierw na bluzkę, spodnie i podłogę a kiedy się schylałam żeby rzucić ręcznik na kupę to i na głowę mi dziecię na… robiło. Zdążyłam się rozebrać i tyle o ile zetrzeć podłogę a niunia zażyczyła sobie cycola… A, że przy tym usnęła to tak siedziałam z tą kupą na głowie z dzieckiem przy cycu i czekałam cierpliwie na męża”. Niewątpliwie cierpliwości mogliby jej pozazdrościć buddyjscy jogini. Chociaż trochę miała przesrane…

 

Bezdzietna lambadziaro, śmierdząca gówniaro

Przeglądając konta facebookowe madek, można zauważyć, że podając swoje dane w rubryce: „praca”, często wpisują one: „mama na pełen etat” lub „mama 24/h”.  Nietrudno domyślić się, że za tę formę pracy wynagrodzenie wypłaca nie kto inny niż… polski podatnik, z którego pieniędzy Państwo Polskie opłaca świadczenia socjalne lub popularne ostatnimi czasy „500 +”. Gdy zbliża się termin wypłacania świadczeń, na grupach dla mam pojawia się wysyp postów w stylu: „hej mamusie, dostałyście już 500 +?”, „ja i muj kąkubęt nie pracujemy, ile nam się należy od państwa?” lub „nie uważacie, że 500 złotych na dziecko to stanowczo za mało?? Powinni dawać dwa razy tyle”. Niestety, powyższe przykłady nie są przeze mnie wyssane z palca, a są smutnym obrazem rzeczywistości – kto mi nie wierzy na słowo, niech sam zaobserwuje dowolną stronę poświęconą poczciwym madkom. Nierzadko można też znaleźć tam posty dotyczące prośby o pożyczkę. Z niepokojem przeczytałem takowy post, w którym kobieta prosiła internautów o pożyczenie pieniędzy. Gdy ktoś napisał, że może jej załatwić korzystną ofertę pracy dla niej lub partnera, kobieta odpisała: „ja potrzebuję pieniędzy a nie pracy”.

Ciężko powiedzieć, skąd biorą się tak roszczeniowe postawy, jednak są one coraz bardziej powszechne. Bardzo silnie uwidaczniają się zwłaszcza na grupach facebookowych typu „Oddam za darmo” lub „Sprzedam, kupię, oddam, zamienię”, które funkcjonują w wielu miastach… i tam się można napatrzeć, oj można. Przykłady mogę wymieniać w nieskończoność, ograniczę się jednak do tych najbardziej „hardkorowych”. Pewna dziewczyna dała ogłoszenie, że ma na sprzedanie kurtkę zimową. W prywatnej wiadomości odezwała się do niej kobieta z zapytaniem, czy oferta jest nadal aktualna. Dziewczyna odpisała, że niestety już nie, kurtka została przed chwilą sprzedana i czeka z wysyłką na przelew od klientki. Kobieta zapytała, czy nic nie można z tym zrobić. Zaskoczona dziewczyna przyznała, że nie bardzo wie, „co może z tym zrobić”, na co kobieta zapytała ją, czy nie mogłaby napisać Pani, która kupiła od niej kurtkę, że oferta jest jednak nieaktualna, ponieważ kurtkę sprzedała już wcześniej, tylko zapomniała o tym poinformować. Gdyby dziewczyna zgodziła się na taki układ, to ona od razu by ją kupiła, no ale… „gdyby pani mogła troszke zejść z ceny, bo 300 jest dla mnie nieosiągalne, a bardzo bym chciała mieć taką kurteczkę, jest taka dłuższa, a ja mam ciążowy brzuszek”. Gdy dziewczyna odpisała jej, że nie wyraża zgody na takie oszustwo, zbulwersowana przyszła mama odparła: „damesa się znalazła. Jak sama będziesz miała dzieci gówniaro śmierdząca to przypomnij sobie jak inną matkę potraktowałaś!!!”. Ostatecznie oszołomiona dziewczyna ku przestrodze innych wstawiła screeny z tej rozmowy na jedną z grup, zasłaniając oczywiście przy tym dane osobowe.

Pewnie myślicie, że powyższy przykład i zachowanie madki jest szczytem bezczelności? Nic bardziej mylnego… W innym poście kolejna dziewczyna opisała swoje przykre doświadczenie z madką. Wystawiła ona na grupie ogłoszenie, że odda za darmo worek z ubrankami dla dziecka i osoby dorosłej. Gdy przez dłuższy czas nikt na owe ogłoszenie nie odpowiedział, dziewczyna niewiele myśląc spakowała ubrania i wrzuciła je do pojemnika na odzież używaną z zadowoleniem, że posłużą one osobom potrzebującym. Krótko potem otrzymała wiadomość od kobiety z dzieckiem, która chętnie odbierze od niej ubrania i może przyjechać choćby zaraz. Gdy dziewczyna odpisała z przykrością, że niestety wrzuciła je już do pojemnika na używaną odzież, kobieta kazała jej tam wrócić i je wygrzebać. Kiedy zaskoczona propozycją dziewczyna stanowczo odmówiła, kobieta odparła jej, że ma szczęście, że do niej nie przyjechała, bo by ją chętnie uderzyła w pysk. No cóż, miejmy nadzieję, że niedoszłej darczyni udało się jednak ocalić swoje jedynki.

 

Dej, mam horą curkę

Być może w wirtualnej przestrzeni spotkaliście się z hasztagiem „dej, mam horą curkę”, bardzo często w prześmiewczy sposób używanym przez internautów. Czy zastanawialiście się może, jaka jest jego geneza? Myślę, że po przeczytaniu powyższych przykładów z życia wziętych, większość nie ma już wątpliwości. Sformułowanie to zostało oczywiście ukute przez madki, które w celu uzyskania jakiegoś przedmiotu lub usługi za darmo, powołują się często na chore lub niepełnosprawne dziecko, którego – jak się najczęściej okazuje – nie mają. W tym miejscu znów podeprę się przykładem: mężczyzna wystawił na sprzedaż telewizor, publikując jego zdjęcia i podając w opisie cenę oraz stan techniczny. Szybko otrzymał wiadomość o treści: „w jakiej cenie ten telewizor? Chcę kupić dla mojej córci ponieważ jest po wylewie i potrzebuje go do oglądania bajek”. Zdezorientowany mężczyzna przyznał internautom, że nie bardzo wiedział, co informacja o stanie zdrowia córki tej pani ma do pytania o cenę telewizora, którą przecież wyraźnie podał. Sprytny chłop odpisał jednak: „cena taka, jak podałem w ogłoszeniu, do lekkiej negocjacji. Sprzedaję telewizor, ponieważ moja żona straciła rękę i zbieramy na protezę”. Jeśli martwicie się teraz o szanowną małżonkę naszego spryciarza – uspokajam. Napisała ona internautom, że obie ręce ma na swoim miejscu. Przyznać jednak należy, że strategii i refleksu mógłby jej mężowi pozazdrościć niejeden wojskowy dowódca!

 

Madka matce nierówna

Jak już wspomniałem na początku tekstu, powyższych przykładów i stereotypowych madek pod żadnym pozorem nie wolno utożsamiać z „normalnymi” matkami, które nie ubliżają innym ludziom mającym odmienne poglądy, nie domagają się wszystkiego za darmo, nie oburzają się na Państwo, że zasiłki przyznawane dzieciom są za małe, a przede wszystkim nie publikują w Internecie zdjęć swoich pociech umazanych odchodami. Normalne matki po prostu wychowują przyszłe pokolenia, ciesząc się z uroków, jakich niewątpliwie pełne jest macierzyństwo i posiadanie dziecka. Jeżeli któraś z mam po przeczytaniu mojego artykułu poczuła się dotknięta – najmocniej przepraszam. Starałem się jedynie pokazać, jak skrajne bywają przypadki i jak różni potrafią być ludzie. Na zakończenie pragnę życzyć wszystkim mamom wszystkiego co najlepsze z okazji przypadającego w maju ich święta. Spełniacie, drogie Panie, bardzo ważne zadanie, biorąc odpowiedzialność za wychowanie przyszłych pokoleń lekarzy, nauczycieli czy polityków. Pozdrawiam każdą mamę z osobna, bo – parafrazując klasyka  –   „wszystkie mamy nasze są”!

 

 

You May Also Like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


The maximum upload file size: 128 MB.
You can upload: image, audio, video, document, spreadsheet, interactive, text, archive, other.
Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded.

%d bloggers like this: