Deprecated: Argument $control_id jest przestarzały od wersji 3.5.0! in /home/mpres20/domains/mlawapress.pl/public_html/wp-content/plugins/elementor/modules/dev-tools/deprecation.php on line 301

Notice: Undefined variable: post in /home/mpres20/domains/mlawapress.pl/public_html/wp-content/plugins/image-for-open-graph-meta/og_tags.php on line 26

Notice: Trying to get property 'ID' of non-object in /home/mpres20/domains/mlawapress.pl/public_html/wp-content/plugins/image-for-open-graph-meta/og_tags.php on line 26

Mariusz Gębala. Ochrona naszego środowiska to podstawa  

Położona w północno-zachodniej części województwa mazowieckiego, w powiecie mławskim Wieczfnia Kościelna znana jest przed wszystkim z trudnej do wymówienia nazwy oraz widoków          z okien samochodu. Cały obszar gminy przecina droga szybkiego ruchu S-7, wiodąca do stolicy lub nad morze. To jeden z najczystszych regionów województwa, między innymi dzięki od dawna proekologicznym działaniom władz samorządowych. Rozmawiam z Mariuszem Gębalą, Wójtem Gminy Wieczfnia Kościelna.

– Nic nie wiem o Wieczfni Kościelnej. Jak by Pan zachęcił mnie, trochę turystę, trochę inwestora, osobę, która szuka swojego miejsca w życiu, żeby na stałe tu przyjechała, zainteresowała się, pokochała, zainwestowała. Żeby to było jej miejsce na ziemi…

– Wieczfnia Kościelna to typowo wiejska gmina, około 4 tysiące mieszkańców, 24 sołectwa. Gmina jest świetnie skomunikowana, i z Gdańskiem, i z Warszawą. A także z Mławą i Ciechanowem. Dojeżdżamy tylko do węzła w Mławie, i dalej już stąd można jechać w dowolnym kierunku, pociągiem, autobusem, samochodem. Do Warszawy od nas na przykład do Urzędu Marszałkowskiego w stolicy jest tylko 135 km. Komunikacyjnie dobrze jest więc powiązana. A w drugą stronę, do Olsztyna ok. 85 km czy do Gdańska ok. 200 km. Trasa kolejowa przebiega przez Mławę, więc można wszędzie dojechać.

– Przyjeżdżam więc i… muszę mieć gdzie się zatrzymać. Zamieszkać…

– Jeśli chodzi o tereny typowo mieszkaniowe, jest kilka miejscowości, które uważam, że tworzą krąg tych najważniejszych. Wszystkie miejscowości są dla mnie ważne, ale niektóre pełnią jakby ważniejszą funkcję, mają większą liczbę mieszkańców. Bez wątpienia pierwsze należałoby wymienić Uniszki Zawadzkie, gdzie obecnie trwają trochę uciążliwe prace remontowe, związane z przebudową trasy S-7, czyli odbywa się rehabilitacja starego odcinka drogi krajowej. Po zakończeniu prac remontowych ta miejscowość będzie trochę spokojniejsza, bo już samochody tranzytowe z Gdańska i Warszawy nie będą przez nią centralnie przejeżdżały. Głównie odbywał się tu będzie dojazd z i do Mławy. Duże oddziaływanie na to miejsce będzie miał węzeł drogowy. Teraz nazywa się węzeł Mława, tak trochę symbolicznie. Szkoda, że nie węzeł Kuklin, jak kiedyś w dawnych dokumentach planistycznych. Ale to moje zdanie, prywatnie zupełnie. Węzły są w gestii Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Wracając do pytania, do zatrzymania polecam Hotel Pasymowski – Uniszki-Cegielna czy Gospodarstwo Agroturystyczne w Grzybowie-Kapuśniku.

– Wróćmy do miejscowości z terenu gminy Wieczfnia Kościelna. Drugą pod względem wielkości jest miejscowość Windyki. Tam obywały się inscenizacje Bitwy pod Mławą?

– Bitwa odbywała się na polach w Uniszkach Zawadzkich. Są to pola głównie Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Od jakiegoś czasu inscenizacja się jednak nie odbywa. Głównym organizatorem był Burmistrz Miasta Mława. Nasza gmina uczestniczyła w obchodach, brała w nich udział, była drobnym współorganizatorem, zabezpieczała dojazd itp. Kolejne trzy porównywalne miejscowości, to Wieczfnia Kościelna, Kuklin i Grzebsk, położony w północnej części gminy. Ciekawostką jest fakt, że Grzebsk jest najstarszą miejscowością na całym Mazowszu. Jest dokument, w którym jest wzmianka o Grzebsku z 1065 r. jako o Grebesku. Znajduje się tu kościół pw. św. Leonarda oraz kaplica obok Grodziska z początków XI wieku.

– To niejedyne zabytkowe budynki w gminie?

– Nie, między innymi w Kuklinie jest kaplica z połowy XVII w., w Wieczfni Kościelnej kościół w stylu neogotyckim. Za mną wisi obraz przedstawiający dworek z miejscowości Uniszki Zawadzkie, który stał w bezpośrednim sąsiedztwie szkoły podstawowej. Trudno ukryć, z upływem czasu dworek ulegał naturalnemu zużyciu, stopniowej degradacji. Wtedy pojawił się pomysł przeniesienia go do Sierpca, do Muzeum Wsi Mazowieckiej. Budynek został rozebrany na części, które zostały tam przewiezione i odtworzone z wielkim pietyzmem i starannością. Byłem tam, oglądałem. Muszę przyznać, że tam jest jego właściwe miejsce. Jest zaopiekowany i konserwowany, mam nadzieję, że jeszcze długo posłuży przyszłym pokoleniom, aby zobaczyły, jak niegdyś życie wyglądało. Co prawda, trochę zmieniło się wnętrze dworku. Tam był taki fajny, duży komin. Zaraz przy wejściu wchodziło się z ganku do takiego dużego komina, który do góry coraz bardziej się zwężał. Potem w tym miejscu zostały zrobione łazienki.

– Do każdej miejscowości gminnej prowadzi droga utwardzona?

– Do wszystkich miejscowości, choć nie do wszystkich siedlisk. Z komunikacją publiczną jest tak, jak w całym powiecie, czyli nie bardzo. Ale staramy się pomagać. Uruchamiany na przykład taki kurs, który przebiega przez gminę. W poniedziałek, środę i piątek przez część gminy, a we wtorek i czwartek autobus jedzie przez drugą część. Mieszkańcy się do tej zasady przyzwyczaili, a nam udało się zminimalizować to utrudnienie na terenie gminy.

– Pod względem infrastruktury technicznej gmina osiągnęła najwyższy wskaźnik zwodociągowania w województwie. A kanalizacja?

– Duża część miejscowości jest skanalizowana. Na dziś wskaźnik skanalizowana wynosi ok. 30 proc.,          za chwilę, na początku sierpnia, będziemy oddawać kolejne odcinki kanalizacji w Kuklinie. Wtedy będziemy mieć ok. 40 proc. skanalizowanej gminy. To bardzo przyzwoity wynik, jest się czym pochwalić. Oprócz tego mamy dwie oczyszczalnie ścieków. Sieć wodociągowa obsługuje ok. 95 proc. domów. Można powiedzieć, że jeśli ktoś z mieszkańców chciał być przyłączony do sieci, jest przyłączony. Pozostały do budowy jakieś krótkie odcinki, które po wykonaniu będą mogły być wykorzystywane przez mieszkańców do przyłączenia nieruchomości.

– Wieczfnia Kościelna znana jest z dbałości o naturalne środowisko…

– Część gminy jest położona w granicach chronionego obszaru zieluńsko-rzęgnowskiego, to ponad               3 tysiące 400 hektarów. Ale nie mamy za dużo lasów, co widać na mapie. Nie jest to mocno zielona gmina, natomiast są u nas na tyle duże połacie lasów, które są już znaczące. Nie mamy pomników przyrody, trochę zabytków sakralnych, głównie są to kościoły, bardzo piękne obiekty, które można zwiedzać. Największa rzeka to Orzyc, która ma źródła kilka kilometrów od granicy gminy. Nie jest to ciek specjalnie szeroki, w niektórych miejscach można ją po prostu przeskoczyć, ale swój urok ma. Zdarzają się też stawy i stawiki, głównie jednak na gruntach prywatnych. Od wielu lat krąży w gminie temat budowy zbiornika retencyjnego, niewielkiego zalewu. Już pierwsze rozmowy w tej sprawie prowadziłem, chciałbym ruszyć z tą inwestycją… Może w niedługim czasie uda się coś zorganizować           i kiedyś ten zalew powstanie. Tym bardziej, że nasza gmina jest uboga w wodę, zbiorników jest mało.

– Czy gmina pomaga mieszkańcom w przestawieniu się na energię słoneczną, wiatraki, panele, nowe piece? Na terenie gminy widać szereg wiatraków.

– To, co się dzieje na rynkach światowych, odbija się także na maleńkiej gminie jak Wieczfnia Kościelna. Mieszkańcy płacą za energię elektryczną, za węgiel. Zielona energia, która jest w różny sposób pozyskiwana, też jest przez nich wykorzystywana. Czasem pośrednio, gdy inni produkują,                   a czasem mają panele fotowoltaiczne na dachu i sami produkują. Jeśli chodzi o nasze działania dotyczące ochrony środowiska, warto wspomnieć o naszym programie gminnym ograniczenia niskiej emisji. Jeśli mieszkaniec chce wymienić kocioł na paliwo stałe, może go wymienić na piec na pelet,  na gazowy, bardziej ekologiczny. Mamy taki gminny program, w którym udzielamy dotację                    w wysokości do 70 proc. kosztów zakupu, ale nie więcej niż 6 tysięcy zł. Czy to dużo czy mało?                     Na pewno jest to jakaś pomoc. Mieszkańcy mogą dodatkowo skorzystać z programu „Czyste powietrze”. Jeśli się te dwa działania połączy, to można dużo tańszym kosztem inwestycję skończyć. W ubiegłym roku ten program już na terenie gminy funkcjonował, mieliśmy przeznaczonych na jego realizację 100 tys. zł, ale przyznawaliśmy po 5 tys. zł. Mogliśmy więc wymienić 20 kotłów na terenie gminy. Muszę powiedzieć, że taki program mieliśmy po raz pierwszy, był więc pilotażowy i kwota dotacji nie została cała wyczerpana. W tym roku ogłosiliśmy ten program drugi raz, wnioski były przyjmowane na bieżąco i pula już została wyczerpana. Warto zauważyć, że na przyznanie tej dotacji nie ma wpływu wysokość dochodów mieszkańca, który składa wniosek o tę dotację.

– Są też inne programy?

– Oczywiście. Oprócz naszego własnego programu, bierzemy udział we wszystkich innych, jak na przykład usuwanie folii rolniczej. Jak zapewne wszędzie jest duży problem z jej zebraniem z terenu gminy. Rolnicy przestawili się na „inną” produkcję, jeśli chodzi o pasze roślinne. Większość już nie zbiera siana, a robi kiszonki z kukurydzy, owija siano folią. Z tego później są odpady. Zbieramy je, podobnie jak azbest, który też jest bezpłatnie zabierany od gospodarzy raz w roku.

– To może teraz oświata… Wiele się słyszy w innych gminach o próbach zamykania szkół podstawowych…

– Szkoły to temat ciekawy, ale… Gdybym miał powiedzieć już dziś, że likwidujemy szkoły, to nie… Natomiast została już zamknięta filia szkoły podstawowej. Od dawna funkcjonowały tu trzy klasy, to już była niesamodzielna jednostka. Na początku, po podjęciu uchwały o zamiarze jej likwidacji, było ogólne niezadowolenie. Ale trzeba było pokazać ten problem z drugiej strony. Jeżeli w szkole takiej jak ta, w miejscowości Grzebsk, są oddziały zerowe oraz klasy jeden-trzy, a w nich 11 uczniów. Koszt utrzymania takiej placówki za to ogromny. No to o czym tu rozmawiać? Jeżeli demografia się nie odwróci, to taki trend malejącej liczby dzieci w naszych miejscowościach wiejskich będzie się nasilał. Zauważyłem tez, że przynajmniej na terenie naszej gminy, co roku ubywa nam mieszkańców. Mam nadzieję, że uda mi się to zjawisko odwrócić, to może w szkołach dzieci przybędzie. Ale rozmawiałem z kolegami wójtami, wszędzie jest to samo. Jeżeli jeszcze przez jakiś czas dzieci będzie ubywać, szkoły same się zamkną. Szkoła w Wieczfni Kościelnej, do której chodzi 260 uczniów, będzie funkcjonować i – można powiedzieć, bo jest to miejscowość centralnie położona – wszystkie drogi prowadzą do Wieczfni Kościelnej z terenu gminy. I z transportem dzieci nie ma problemu. Trzeba pamiętać, że subwencja, którą państwo nam daje, nie pokrywa kosztów utrzymania uczniów. Akurat w tej chwili jesteśmy po analizie raportu o stanie gminy. To nowy dokument, który od jakiegoś czasu powstaje. I wychodzi z rachunków, że mamy dołożyć 2 mln 700 tysięcy złotych do funkcjonowania trzech szkół. To dla nas olbrzymia kwota, którą można by zainwestować w innych miejscach, wybudować drogi czy kanalizację, zrobić oświetlenie… Ale z drugiej strony, na zdrowiu i edukacji nie powinno się oszczędzać. Jak pogodzić jedno z drugim? To nie jest takie proste…

– Łatwo mieszkańcom przychodzi rozumienie potrzeby zamknięcia jednej czy drugiej szkoły?

– W tej miejscowości, gdzie ta filia była zlikwidowana, początkowo było niezadowolenie, ale jawnych protestów nie było. Dwie panie złożyły mi wizytę, przytaczały przeciwne argumenty, ale po dyskusji i przemyśleniu stwierdziły, że likwidacja filii jest krokiem logicznym. Dzieci, które przyjdą do szkoły w Wieczfni Kościelnej będą miały dobre warunki, lepsze niż do tej pory, będą miały możliwość rozwoju, salę gimnastyczną i boisko do dyspozycji, korty tenisowe, 400-metrową bieżnię ze sztuczną nawierzchnią… Jeśli tylko będą chcieli uprawiać sport, młodzież sama tu będzie chciała przyjeżdżać tu i się realizować.

– Wracając do demografii. Mam nadzieję, że liczba mieszkańców kiedyś przestanie maleć, kiedyś się zatrzyma. Czy młodzież po ukończeniu nauki chętnie wraca w rodzinne strony?

– Zauważyłem, że sporo mieszkańców dzieli swoje działki i sprzedaje już jako budowlane. Szczególnie przy drogach. Staram się te działki uzbrajać, doprowadzamy do nich wodę i kanalizację. Ale jak obserwuję, niekoniecznie zamieszkują na nich sami młodzi. Przychodzą tu mieszkać starsi, na jesień życia. Czyli pracowali w innym miejscu, tam się zrealizowali, a teraz przed emeryturą kupują kawałek działki i budują nieduży domek. To są ludzie już w wieku poprodukcyjnym. Ale wracają też młodzi.

– A gminie na wszystko brakuje środków…

– Środków zawsze będzie brakowało. Nasza gmina nie jest źle postrzegana. Jeżeli chodzi o wskaźniki, mamy bardzo dobre wskaźniki różnego rodzaju. Ale czasami to w nas bije. Analizowałem wyniki konkursu w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na budowę sieci kanalizacyjnej. I mogłem już przed rozstrzygnięciem obliczyć nasze punkty, a więc i nasze szanse. Kryteria są sztywne, z góry wiadomo, ile i za co będzie. Wielokrotnie więc jesteśmy na przegranej pozycji, bo dochód na mieszkańca mamy za wysoki, więc zamiast pięciu punktów, dostajemy np. dwa. Liczba miejscowości też jest takim wskaźnikiem. Albo gęstość zaludnienia, u nas to ok. 33 osoby na kilometr kwadratowy. To nie jest dużo. Mamy rozbudowaną sieć kanalizacyjną, to dostaniemy mniej punktów. Jak startujemy w jakimś konkursie kanalizacyjnym, jesteśmy na gorszej pozycji, bo mamy już rozbudowaną sieć w porównaniu do takich gmin, które zupełnie nie mają kanalizacji, albo mają sieć szczątkową i dostaną z tego powodu więcej punktów. Albo mają większe dysproporcje, bo mają 90 proc. sieci wodociągowej, a 10 proc. kanalizacyjnej. Jest więc duża dysproporcja. U nas jest 95 proc. wodociągów, do 30 proc. kanalizacji, a za chwilę będzie do 40 proc. W takich konkursach zamiast otrzymać na przykład 30 punktów, otrzymamy ich 16-17 pkt. I na listach rankingowych gmin uciekamy… równamy w dół. Czasami przy tych różnych naborach człowiek patrzy, że z jednej strony   u nas jest dobrze, z drugiej, też chcielibyśmy dostać dofinansowanie. Mieszkańcy przecież wszędzie tacy sami. Czym się różni nasza gmina od innych?

Ta „wasza” część powiatu mławskiego jest dużo gęściej zabudowana.

– Motorem rozwoju jest u nas droga S-7. Mamy sporo planów zagospodarowania wzdłuż tej drogi. To tereny przeznaczone pod zabudowę produkcyjną i usługową. W tym czasie, jeszcze droga nie została wykończona, ja już widziałem pewien ruch firm, które chciałyby lokować tu swoją działalność. I grunty, które w bliskim sąsiedztwie się pojawiają, są sprzedawane, za wyższa cenę wcześniej. Cena ziemi pod produkcję lub usługi dziś, w porównaniu do okresu pięć lat do tyłu, jest dwa, a nawet trzy razy wyższa. A więc ta „siódemka” ma znaczenie. I także węzeł przy niej pobudowany, możliwość zjechania, zatrzymania się. Zresztą, zaraz za granicą gminy, w Napierkach, jest następny węzeł, który może obsługiwać gminę. To czyni nasze tereny bardzo atrakcyjnymi do inwestowania.

– Ale firmy, które były związane ze starą „siódemką”, dużo chyba straciły?

– Trzeba przyznać, że jedna stacja benzynowa w jakiś sposób na pewno ucierpi. Druga, położona dalej, w kierunku Nidzicy, została zaadaptowana na MOP – miejsce obsługi podróżnych. Będzie odnowiona, wyremontowana. Nie na terenie każdej gminy jest MOP. Mamy się czym pochwalić… Z której strony by do Wieczfni Kościelnej nie wjeżdżał, widzi się rozwój i rozbudowę. W efekcie sąsiednie miejscowości prawie się posklejały. To zrodziło na przyszłość zadanie – myślę, że nie będę zdradzał wielkiej tajemnicy – mieszkańcy oczekiwaliby, żeby to co się już z automatu skleiło, skleić w jedną miejscowość. Byłaby wtedy jedna, duża Wieczfnia Kościelna, a Wieczfnia-Kolonia byłaby nadal tylko kolonią.

– I tak doszliśmy do przemysłu…

– Znowu muszę się chwalić. Mamy Lubas, firmę rodzinną, jedną z największych na świecie w swojej dziedzinie. Niedawno obchodziła 30-lecie istnienia. Zakład ten naprawdę zaczynał w budynku gospodarczym po jakimś eskaerze, dziś są jedną z największych w dziedzinie poliuretanów. Firma jest dobrze postrzegana na rynku, rozwija się. Ale to niejedyny nasz powód do dumy. Jest kilka innych, które też dobrze działają i przysparzają miejsc pracy dla mieszkańców. A to jest dzisiaj podstawowa rzecz, potrzebna dla rozwoju.

– No to… chwalimy się…

– Wjeżdżając do naszej gminy od strony Mławy, mijamy Hotel Pasymowski, następnie z branży przetwórstwa mięsnego Ubojnię, następnie Peklimar. Powstał również nowy zakład GRYZAKI.                    Ma tu również swoją bazę Przedsiębiorstwo Robót Drogowych i Inżynieryjnych oraz Mławskie Przedsiębiorstwo Drogowo-Mostowe. Jak widać, w Uniszkach-Cegielni jest takie przemysłowe zagłębie. Na terenie gminy funkcjonuje także duża firma transportowa TRANSBUD w Windykach, to ciężki transport. Kuklin z kolei to całe zagłębie stolarskie, działają tam stolarze, zrobią w drzewie wszystko… No i Wieczfnia Kościelna to m.in. Meble Pasymowski, firma z branży przetwórstwa drzewnego… Na terenie gminy funkcjonuje również wiele specjalistycznych gospodarstw rolnych związanych z produkcją mleka, trzody chlewnej czy drobiu.

– Co z tego ma gmina?

– Gmina ma podatki m.in. z działalności gospodarczej czyli środki na wkład własny w różne inwestycje. Ważnym źródłem dochodów własnych są dochody wpływające z działalności farmy wiatrowej. A współpraca samorządu z rodzimym przemysłem? Różnie jest to oceniane. Uważam, że dobra i zdrowa współpraca ma znaczenie i należy współdziałać. Ja nie mam złych doświadczeń w tym zakresie. Muszę zwrócić uwagę, że są to firmy, które rozkręcają swój biznes, i że mam nadzieję, że jeszcze szereg firm w naszych okolicach się zmieści. Przy realizacji jakichkolwiek przedsięwzięć, czy projektów społecznych, czy samorządowych, firmy zawsze są gotowe do wspomagania. Życzyłbym sobie, żeby ta współpraca dalej się tak rozwijała.

– Co nie wychodzi, co się nie udaje?

– Chciałbym powiedzieć, że wszędzie jest dobrze, ale pani by w to nie uwierzyła. Ale już wspominałem… To, że gmina jest postrzegana dobrze, szkodzi nam w różnych konkursach. Chciałbym, żeby więcej środków było przeznaczanych na gospodarkę wodno-ściekową. Uważam, że ochrona naszego środowiska to podstawa, żeby ludzie nie chorowali, zdrowo się odżywiali…

– Czy przy rozwiniętej gospodarce ściekowej te dwie oczyszczalnie to byłoby wystarczająco?

– Część ścieków tłoczymy do Mławy. Z Uniszek Zawadzkich i Uniszek-Cegielni są poprzez kolektor tłoczone do oczyszczalni ścieków w Mławie. Ale i tak uważam, że byłyby wystarczające. Musimy tylko rozbudować sieć i uruchamiać kolejne tzw. bioreaktory. Zarówno jedna, jak i druga oczyszczalnia, mogą działać w oparciu o dwa bioreaktory, a obecnie działają tylko z jednym bioreaktorem,                       w którym następuje oczyszczanie ścieków. Gdyby była możliwość pozyskania większych środków, można by było rozbudować oczyszczalnie i sieć, i podpinać do nich następne miejscowości. Ale też muszę przyznać, że budowa kanalizacji nie jest popularnym tematem. Z czego to wynika? Mieszkańcy muszą płacić za odprowadzane ścieki. Ale gdyby każdy zrobił podsumowanie i obliczył, ile go kosztuje wywóz nieczystości wozem asenizacyjnym, okazałoby się, że ścieki płynące siecią idące do oczyszczalni są dużo tańsze niż te, które należałoby wywieźć we własnym zakresie.

– Należałoby…

– No tak. I przy tym zostańmy… (śmiech). Ja już nie marzę, że osiągniemy taki wskaźnik skanalizowania, jak zaopatrzenia w wodociągi, bo to jest niemożliwe. Sieć wodociągowa ma tę przewagę, że można ją budować nawet do pojedynczych siedlisk, natomiast w kanalizacji jest to ekonomicznie nieuzasadnione. Sieć kanalizacyjna służy mieszkańcom, jak najbardziej. Wielokrotnie spotykam się, że na etapie jej budowy przechodzimy drogę przez mękę. Bo komuś ogródek rozkopano, bo koparka uszkodziła płot, bo gdzieś nie może wjechać. Wiele różnych problemów. Ale potem, jak sieć jest już wybudowana i pracuje, ludzie są zadowoleni. Oczywiście, za taką wygodę zapłacić trzeba. I dlatego przez te niedogodności, mieszkańcy najpierw są negatywnie nastawieni na etapie budowania. Gdybym tyle, co w tej chwili wydamy na budowę kanalizacji w miejscowości Kuklin, czyli 3,5 mln zł, zainwestował gdzie indziej… Ta kanalizacja jest schowana pod ziemią, będą tylko wystawały studnie, które mogą nawet wielu mieszkańcom przeszkadzać. Gdybym te                 3,5 mln zainwestował w tej miejscowości i odnowił tam wszystkie nawierzchnię asfaltowe, a jest tam dosyć zwarta zabudowa, zostałbym bohaterem w Kuklinie. I w każdej miejscowości by tak było.

– W takiej rzeczywistości przyszło nam żyć. To może trochę opowie pan o sobie…

– Pierwszą kadencję jestem wójtem, od wyborów w 2018 roku. Ale moje doświadczenie                                 w samorządzie jest większe. Pracuję w naszej gminie od 13 lipca 2003 roku, za rok minie więc 20 lat. Zaczynałem od pozyskiwania środków zewnętrznych w tym urzędzie. Ale w takim małym urzędzie jak nasz, pracownik nie zajmuje się jedyną rzeczą, jednym tematem. Tu na jedno stanowisko składa się wiele tematów i trzeba się nimi zajmować. Mój poprzednik chciał uskutecznić pozyskiwanie środków  i zadania inwestycyjne mieć w jednym miejscu i stworzył referat gospodarki komunalnej i inwestycji w lutym 2007 roku. Zostałem kierownikiem tego referatu. Po 26 latach pracy na stanowisku wójta Pan Jan Warecki odszedł na emeryturę, przyszły wybory, podjąłem się wtedy wyzwania, żeby kandydować na wójta z własnego komitetu wyborczego.

– Dlaczego nie z komitetu partii?

– Nie ukrywam, jestem członkiem Polskiego Stronnictwa Ludowego. Założyłem własny komitet wyborczy, gdyż uważam, że w takich gminach jak nasza głosuje się na człowieka. Drugorzędną rzeczą jest przynależność do partii politycznej. Czasami to się odbija na plus, na minus, w zależności od sytuacji. Wiadomo, jak jest. Na co dzień nie wchodzimy w politykę…

– Działał też pan społecznie?

– Jakieś pojęcie o pracy samorządowej też miałem z racji pełnienia funkcji radnego powiatowego przez dwie kadencje. Byłem członkiem zarządu powiatu mławskiego, wiceprzewodniczącym rady powiatu. Zdecydowałem jednak. Albo jedno, albo drugie…

– Jedno i drugie pochłania czas… Rodzina?

– Z informacji bardziej prywatnych, mam 48 skończonych wiosen, trzy córki, jedną pełnoletnią, studiuje w Olsztynie, druga w liceum w Mławie, najmłodsza uczy się w szkole podstawowej na terenie gminy.

– Cały czas jest Pan związany z tym rejonem?

– Można tak powiedzieć, chociaż przez jakiś czas, na samym początku, pracowałem w Ciechanowie.              W zupełnie prywatnej firmie. Od 2003 r. się zakorzeniłem w Wieczfni Kościelnej. I się realizuję. Zawsze moim kręgiem zainteresowań była praca w instytucjach związanych z obsługą rolnictwa lub samorządem. Zresztą, pochodzę z terenu typowo wiejskiego. Tu się urodziłem, tu mieszkam, można powiedzieć, że jestem człowiekiem z gospodarstwa.

– Do rolnictwa, gospodarki, nie ciągnęło?

– Nie ukrywam, nauka nie szła mi trudno. I tak poszło w innym kierunku. Gospodarstwo po rodzicach przejął brat.

– Dziękuję za rozmowę.

Wywiad pochodzi z czerwcowego wydania magazynu “Pory Roku”.

 

 

You May Also Like

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

The maximum upload file size: 128 MB. You can upload: image, audio, video, document, spreadsheet, interactive, text, archive, other. Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded. Drop file here

%d bloggers like this: