Nudów u nas nie będzie

Nudów u nas nie będzie

-Wspólnoty, które istnieją w parafii, są dowodem na to, że ludzie mają potrzebę intensywniejszego angażowania się w życie Kościoła. Będziemy się starali dalej te dzieła podtrzymywać – mówi ks. kan. Sławomir Krasiński, od 1 lipca 2019 r. proboszcz parafii pw. św. Stanisława BM w Mławie i dziekan dekanatu mławskiego wschodniego. Z kapłanem rozmawiamy o wyzwaniach, jakie obecnie stoją przed nim w pracy duszpasterskiej, o problemach współczesnego Kościoła oraz zainteresowaniu duchownego końmi.

Rozmawiał Krzysztof Napierski

 Jak się Ksiądz czuje w nowej parafii oraz w zupełnie nowej roli – dziekana dekanatu mławskiego wschodniego?

Mam spory bagaż doświadczeń jeśli chodzi o kapłaństwo – jestem księdzem już 33 lata, proboszczem 20 lat – więc nie jest to dla mnie coś nowego. Chociaż pamiętam, że gdy ksiądz biskup zaproponował mi przejście z Wieczfni Kościelnej do Mławy, czułem obawę, jak sobie poradzę. Praca duszpasterska w mniejszej parafii jest inna niż w parafii miejskiej – dużej, prestiżowej i zadbanej, a taką właśnie jest parafia św. Stanisława w Mławie. Wola Boża była taka, żebym tutaj przeszedł, więc z modlitwą i zaufaniem Panu Bogu, przyjąłem ten obowiązek i staram się, na ile potrafię, najlepiej go realizować.

Jest Ksiądz w tej parafii już kilka miesięcy, zdążył ją trochę poznać – świetną okazją ku temu były z pewnością zakończone niedawno wizyty duszpasterskie. Z tego, co Ksiądz zaobserwował, na jakich polach owej pracy duszpasterskiej czeka Księdza najwięcej i czym potrzeby mławskiej parafii różnią się od tych w poprzedniej, w której Ksiądz pracował?

Posługa kapłana w parafii jest taka sama wszędzie. Jezus powołując nas, oczekuje, abyśmy byli Jego naśladowcami. Mamy iść i głosić Ewangelię, słowem, przykładem życia, posługą sakramentalną. To jest nasze podstawowe zadanie. Ludzie wszędzie potrzebują pasterzy, tych którzy są z ludźmi, tych którzy prowadzą ludzi do Boga, są z nimi, znają ich po imieniu, potrafią wysłuchać, pomóc, umocnić, doradzić, pocieszyć, ale i modlą się za nich, by ochronić przed atakami złego. To ogromna odpowiedzialność za powierzone nam przez Boga osoby, aby pomóc im osiągnąć jedność z Bogiem w niebie.

Tutejsi wierni chętnie angażują się w życie parafii? Nie mam na myśli wyłącznie uczęszczania na Msze św., co przynajmniej w zakresie niedziel jest obowiązkiem katolika, ale na przykład przynależność do wspólnot parafialnych i angażowanie się w organizowane przez parafię inicjatywy.

 

Wspólnoty działające w kościele to wielkie bogactwo, to – jak mówił Pan Jezus – zaczyn, który zakwasza ciasto, to sól, która nadaje smak potrawom. To siła, której moc przemienia serca, ubogaca wspólnotę, uczy otwartości i dostrzegania potrzeb innych, zabłąkanych, pogubionych w życiu ludzi. W tym naszym świecie, który jest w kryzysie wiary, z tych małych wspólnot, trwających blisko Boga, jak mówił Papież Benedykt XVI – wyjdzie światło dla całego świata i wiara na nowo się odrodzi. Musimy więc otaczać opieką te małe wspólnoty, z ich odrębnymi charyzmatami, aby według swoich potrzeb i możliwości służyły jak najlepiej Bogu, Kościołowi i swoim bliskim.

Co zrobić, żeby przyciągnąć do Kościoła młodych – zarówno na Msze św., jak też do działających tutaj wspólnot?

Podejmujemy próby zdynamizowania osób młodych, z tym że często spotyka się to z oporem ze względu na ilość obowiązków, które one mają. Młodzież szkolna zajęta jest nauką, zajęciami pozalekcyjnymi. Młode rodziny zajęte są pracą zawodową, wychowaniem dzieci, prowadzeniem domu – to pochłania ogrom czasu. Czy znajdą oni czas na to, żeby jeszcze głębiej się zaangażować w życie Kościoła – to już musi być decyzja z ich strony. Mamy wiele w parafii pięknych wartościowych młodych rodzin, które starają się w miarę swoich możliwości rozwijać swoje życie duchowe, modlitewne. Widać to na niedzielnych Mszach św., szczególnie na Mszy z udziałem dzieci i młodzieży o 13:00. Zespół Powołani, posługujący na tej Mszy św., jest wspólnotą osób, które służą mimo posiadania rodzin i obowiązków, dzielą się swoim życiem wewnętrznym z parafianami, to nie jest tylko śpiew dla rozwijania talentu muzycznego, ale potrzeba serca uwielbiania Boga i służenia Mu, dzieląc się z innymi otrzymanymi charyzmatami. Bardzo ich cenię – są w tej posłudze świetni i to nie jest tylko moje zdanie. Myślę, że właśnie ta Msza jest dla takich ludzi młodych duchem, którzy nieraz mają już swoje lata, ale przyciąga ich ten klimat, który ksiądz Krzysztof Drzazgowski wraz z zespołem wytwarza. To sprawia, że Msza św. w niedzielę o 13:00 jest najliczniejszą, jeśli chodzi o frekwencję wiernych.

Jakie ma Ksiądz plany w zakresie rozwoju biblioteki parafialnej? Cieszy się ona zainteresowaniem wiernych?

Gdy chodzi o bibliotekę, to borykamy się niestety z ograniczeniami lokalowymi. Powiększa się księgozbiór, ale nie powiększa lokal. Teraz, mówiąc szczerze, jest tam ciasno. Biblioteka jest otwarta dwa razy w tygodniu, dwie panie pełnią w niej dyżury. Z tego, co obserwuję, ludzie raczej rzadko przychodzą i wypożyczają książki. Ale muszę też przyznać, że spotkałem na kolędzie osoby, które systematycznie przychodzą, wypożyczają książki i czytają je. Oby było ich jak najwięcej. Serdecznie wszystkich zapraszamy.

Jakie wyzwania stoją przed Księdzem jako dziekanem dekanatu mławskiego wschodniego?

Prawo kanoniczne określa precyzyjnie zadania spoczywające na dziekanie, który ma koordynować działania w parafiach całego dekanatu. Spotykamy się kilka razy w roku na konferencjach dekanalnych. Tu podejmowane są inicjatywy dotyczące współpracy duszpasterskiej, charytatywnej o wymiarze lokalnym, jak i diecezjalnym.

 

Parafianie z Wieczfni Kościelnej dziękują ks. Sławomirowi za dziewięć lat posługi

fot.: Parafia pw. św. Stanisława BM w Wieczfni Kościelnej

Ten rok jest bogaty w wydarzenia jubileuszowe. Po pierwsze, setna rocznica urodzin Jana Pawła II – to bardzo duże wydarzenie, które będziemy realizować nie tylko w Mławie, ale i w powiecie, i dekanatach mławskich. Inspiratorem tych działań jest Stowarzyszenie Pontyfikat Papieża Jana Pawła II. Jest szereg pomysłów, które będziemy się starali w tym roku zrealizować i uczcić odpowiednio tego honorowego obywatela miasta Mława i największego z Polaków. Drugim wydarzeniem jest beatyfikacja kardynała Stefana Wyszyńskiego. Poza tym niewątpliwie wydarzeniem ważnym dla Mławy jest 300. rocznica śmierci ks. Wawrzyńca Benika, która wypada 23 kwietnia. Nasza parafia wraz z Towarzystwem Miłośników Twórczości Tekli Bądarzewskiej podejmuje działania, które będą służyły popularyzacji tej postaci w mieście i nie tylko – również poprzez media lokalne i ogólnopolskie. I kolejne wydarzenie to Cud nad Wisłą – też ważna rocznica, którą będziemy obchodzić w sierpniu. Ciągle coś będzie się u nas działo, nudów nie będzie.

Jak się Księdzu układa współpraca z pozostałymi kapłanami w Mławie i dekanacie?

Jest zrozumienie i współpraca – zarówno w samej parafii, jak też jeśli chodzi o moich konfratrów w dekanacie Mława Wschód. W większości są to młodzi księża, energiczni, dobrze wypełniający swoje powołanie i obowiązki, kochający Kościół, służący jak najlepiej swoim wiernym i Panu Bogu. Ta współpraca jak na razie układa się bardzo dobrze. Współpracujemy, spotykamy się i staramy się jako Proboszczowie mławscy służyć jak najlepiej społeczności lokalnej.

Jak Ksiądz podsumowałby pracę w swojej poprzedniej parafii? Udało się zrealizować wszystkie zamierzenia? Czuje się Ksiądz usatysfakcjonowany?

Jestem szczęśliwy, że miałem możliwość pracy w parafii Wieczfnia, gdzie przez dziewięć lat wraz z parafianami udało nam się bardzo dużo rzeczy zrealizować. I gdy chodzi o duchową postawę parafian, i też materialnie. Udało się stworzyć wspólnotę osób, dla których kościół był najważniejszym domem w parafii. To, co sobie cenię, to że ten kościół udało nam się solidnie, gruntownie wyremontować, także jego otoczenie i budynki parafialne. Aż się nie chce wierzyć, że tyle rzeczy w zaledwie dziewięć lat udało nam się wspólnie zrobić. Było to niewątpliwie okupione dużym wysiłkiem fizycznym, bo wiele rzeczy robiliśmy czynem społecznym, ale i wkładem finansowym, bo prace przy obiektach zabytkowych są dzisiaj niezwykle kosztowne. Wszystko to musiało być robione pod nadzorem konserwatorskim. Myślę, że to co tam zostawiłem, będzie parafian cieszyć i przez długie lata służyć kolejnym pokoleniom. Wszystko staraliśmy się robić solidnie, bo w kościele nie można pozwolić sobie na nieprofesjonalizm.  Kościół wymaga solidności, rzetelności fachowości.

À propos tych intensywnych prac – parafianie z Wieczfni Kościelnej zapamiętali Księdza właśnie jako osobę niezwykle energiczną i pracowitą, dobrego organizatora i inwestora. Skąd w Księdzu tak wielkie pokłady dobrej energii?

Od Pana Boga i rodziców. To człowiek otrzymał w darze i ma już w sobie. Trzeba się też wsłuchiwać w natchnienia Ducha Świętego, bo On jest źródłem życia, inspiruje, oświeca, mobilizuje. Wiele też zawdzięczam kapłanom, których spotykałem w kapłaństwie, byli bardzo dobrymi księżmi, dużo mnie nauczyli.

Wiem też, że kocha Ksiądz konie. Jaka jest tego geneza?

Moja miłość do koni zrodziła się na kanwie moich problemów zdrowotnych. Od prawie czterdziestu lat leczę się na kręgosłup. Hipoterapia została mi zalecona jako lekarstwo na moje dolegliwości, po to żebym nie jeździł na wózku inwalidzkim. Gdy zostałem proboszczem w Dębsku, mojej pierwszej parafii, nie miałem tam może dobrych warunków do hodowania koni, ale miałem dwa młode hucuły i to był początek mojej przygody z tymi zwierzętami. Raz że pozwoliły mi kondycyjnie trzymać mój organizm w ryzach, żeby móc pracować i żeby ten kręgosłup nie dokuczał, a dwa – są to fantastyczne stworzenia Boże i kontakt z nimi otwiera człowieka na świat, na przyrodę. Mam dużo wspomnień związanych z końmi. Jeśli tylko czas pozwala, wraz z ks. Bogdanem Pawłowskim razem jeździmy wokół Ratowa, gdzie w pensjonacie przy boku św. Antoniego przebywa mój koń o imieniu Wigor.

Coś z innej beczki. Minionej zimy mieliśmy okazję oglądać w Mławie głośny film „Nieplanowane” poświęcony problemowi aborcji. Ja osobiście wybierałem się na projekcję z przekonaniem, że raczej niczym mnie ten obraz nie zaskoczy – wiem, czym jest aborcja; oglądałem poświęcone jej filmy dokumentalne, w których pokazywano, co się dzieje podczas tak zwanej „skrobanki”. Tymczasem to, co zobaczyłem w kinie, całkowicie mną wstrząsnęło – sceny w klinice aborcyjnej były tak dosadne, że przeraziłem się bardziej, niż na jakimkolwiek obejrzanym wcześniej horrorze. Czy zdaniem Księdza takie filmy rzeczywiście są potrzebne, aby uświadomić społeczeństwu skalę problemu?

Ten film pokazywał przemysł zabijania prowadzony w klinikach aborcyjnych w Stanach Zjednoczonych z jednej strony, a z drugiej strony – walkę ludzi dobrej woli, prowadzoną modlitwą i postawą w obronie tych dzieci i kobiet. Dzisiaj świat zwariował, bo dziś większe prawa przyznaje się zwierzętom, niż ludziom. I dobrze, że ten film – mocny, ale wartościowy – się ukazał. Cieszę się, że mogliśmy go w Mławie obejrzeć. Ale trzeba mieć wiedzę na ten temat. Dobrze, że ten film pokazał też szkodliwość tabletki wczesnoporonnej, której użycie kończy się takimi samymi skutkami, jak aborcja, niszcząc organizm człowieka. Mam nadzieję, że kiedyś ten film wyemituje Telewizja Polska i będzie można go obejrzeć na ekranach telewizorów. Film – przypomnę – jest oparty na faktach. Zgadzam się z Panem – aborcja to horror.

Kościół na całym świecie żyje od kilku miesięcy tematem Synodu Amazońskiego. Choć jego genezę stanowiły problemy obserwowane w konkretnym regionie Ameryki Południowej, a konkretnie mała liczba kapłanów w Amazonii, to postanowienia, jakie na nim zapadły, otwierają furtkę do poważnych – ośmielę się rzec, wręcz rewolucyjnych – zmian w całym Kościele: kapłaństwa mężczyzn żonatych oraz kapłaństwa kobiet. Czy Kościół rzeczywiście powinien zmierzać w tym kierunku?

Kościół jest instytucją żywą i Duch Święty w nim działa. Kościół się przemienia, tak jak po Soborze Watykańskim II Kościół się dostosowywał do tego świata. Jak będzie teraz, po Synodzie Amazońskim, jakie będą zmiany – zobaczymy. Ja nie wiem, dokąd to wszystko zmierza. Ja tylko modlę się o to, żeby to wszystko było zgodne z wolą Bożą, żeby Pan Bóg tym Kościołem kierował i obdarzał mądrością papieża, biskupów; żeby duch świata nie zdominował Kościoła i żeby Kościół stał przy Chrystusie ukrzyżowanym. Bo dzisiaj ludzie często chcą Kościoła, a w nim samego Chrystusa – bez krzyża. Tymczasem Chrystus jest na krzyżu i wymaga też od nas krzyża, cierpienia, ofiary. Z tego nie powinniśmy rezygnować, ale razem z Chrystusem ten krzyż dźwigać. Trzeba się modlić. Trzeba postem i modlitwą upraszać Pana Boga o mądrość dla członków Kościoła, którzy żyją w Ameryce Południowej i Niemczech. Choć myślę, że te problemy mają swoje źródło nie tyle w Ameryce Południowej, ile w Niemczech. Czekamy teraz na Synod Niemiecki i to, jakie tam decyzje zapadną, w jakim kierunku Kościół będzie szedł. Najważniejsze jest to co powiedział Jezus do św. Piotra: Ty jesteś Piotr Opoka i na tej Opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą.

Z mławskimi kapłanami na mszy św. podczas obchodów Narodowego Święta Niepodległości w 2019 r.

fot.: Krzysztof Napierski

 

You May Also Like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


The maximum upload file size: 128 MB.
You can upload: image, audio, video, document, spreadsheet, interactive, text, archive, other.
Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded.

%d bloggers like this: