To ostatnia niedziela, dzisiaj się rozstaniemy, dzisiaj się rozejdziemy

To ostatnia niedziela, dzisiaj się rozstaniemy, dzisiaj się rozejdziemy

To ostatnia niedziela, dzisiaj się rozstaniemy, dzisiaj się rozejdziemy “na wieczny czas…”       – śpiewał przed laty Mieczysław Fogg. Te słowa mimo upływu czasu są nadal aktualne – a przynajmniej po części. Dziś jest pierwsza niedziela po kolejnym złagodzeniu obostrzeń przez rządzących. Wczoraj rozstaliśmy się z utrudniającą oddychanie maseczką… jednak nie na wieczny czas i nie wszędzie.

Wiele osób z ulgą przyjęło zniesienie niektórych obostrzeń, które podczas środowej konferencji ogłosili premier Mateusz Morawiecki, wicepremier Piotr Gliński oraz minister zdrowia Łukasz Szumowski. Już niedługo będzie można pójść do teatru, kina, zjeść obiad w restauracji, popływać w basenie, przejść się do salonu fitness, ruszyć tyłek na siłownię i spalić nagromadzony przez kwarantannę tłuszczyk, pójść do parku rozrywki lub poddać się przyjemności masażu. Od wczorajszego dnia (30 maja) nie obowiązuje także limit wiernych w kościołach i innych miejscach sprawowania kultu religijnego. Jedni cieszą się, że powoli wraca „normalność”, drudzy podchodzą do tego sceptycznie, wskazując na wciąż niepokojąco rosnące statystyki i coraz to nowe zachorowania na covid-19. Profesor Jerzy Bralczyk dał temu wyraz podczas akcji #hot16challenge2, rapując z przekąsem w swoim utworze: „Nie przeszkadza nam, że krzywa zachorowań idzie w górę/ Bo jak gospodarka ruszy, to się wirus jej przelęknie/Jak w kościele jeden z drugą się pomodli i uklęknie/ A już całkiem dobrze będzie, kiedy zaśpiewamy chórem”. Chórem niedługo zaśpiewamy i zatańczymy, od 6 czerwca będzie bowiem możliwa organizacja wesel i uroczystości rodzinnych, liczba uczestników nie może jednak przekraczać 150 osób. Biesiadnicy nie będą musieli mieć założonych maseczek, obowiązuje ich jednak przestrzeganie zaleceń sanitarnych. Oprócz imprez rodzinnych ruszą również koncerty plenerowe, także z przepisowym limitem 150 osób. Będzie zatem zabawa i będzie się działo! Czy takie poluzowanie zakazów przyniesie nam niedługo nową falę zachorowań? Trudno powiedzieć, nikt nie jest prorokiem we własnym kraju i absolutnie nie chcę zaprzeczać tym słowom ani udowadniać, że może być inaczej. Wolę optymistycznie założyć, że jakoś to będzie… jak to zawsze u nas.

Odetchnąć pełną piersią

Od wczoraj (30 maja) zniesiony jest obowiązek noszenia maseczek w przestrzeni otwartej, pod warunkiem zachowania przynajmniej dwumetrowego dystansu. Co to oznacza? Mogę się przemieszczać bez maseczki po ulicy, o ile żaden z przechodniów nie zbliża się do mnie na niebezpieczną odległość dwóch metrów. Gdy wejdę w tłum ludzi, maseczka jest już konieczna u każdego z nas. Zasady są zrozumiałe, no bo – parafrazując przysłowie –  jeśli wejdziesz między wrony, musisz nosić to, co one. Noszenie maseczki będzie nadal konieczne w pomieszczeniach zamkniętych, tj. sklepach, kościołach czy urzędach. Są jednak wyjątki od reguły, maseczki nie będą konieczne w niektórych przestrzeniach zamkniętych np. zakładach fryzjerskich, restauracjach czy innych zakładach usługowych, jeżeli „odpowiednio do tego zostaną przygotowane warunki”.

Od momentu obowiązywania nakazu maseczkę nosiłem i noszę sumiennie. Nie zdejmowałem jej nawet za kierownicą, czasem zapominając, że mam ją na twarzy. Wrosła ona we mnie niczym półpancerz praktyczny z opowiadania Sławomira Mrożka, niemal stała się nieodłączną częścią mnie. Muszę przyznać, że noszenie jej całkiem mi odpowiada. Mogę wyjść z domu z tygodniowym zarostem i nikt tego nie zauważy. Nosząc ją nie mam również żadnych problemów z oddychaniem, (podejrzewam, że w jakimś stopniu jest to zasługa regularnych wizyt w saunie – kto z Was przesiedział kilkanaście minut w dusznej saunie ten wie, jaką rozkoszą jest upragnione wyjście i zaczerpnięcie większej ilości powietrza, być może takie praktyki hartują organizm). Noszę wiec maseczkę niemal wszędzie poza domem, nieraz bez przerwy przez całe godziny. Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że tak, jak wiele innych zabezpieczeń przy innych sytuacjach, maseczka również nie zapewnia nikomu całkowitej ochrony. Dobrze pamiętam słowa ministra zdrowia, który na początku epidemii koronawirusa w Polsce sceptycznie wyrażał się o jej skuteczności. Maseczka nie daje nam żadnej gwarancji, to oczywiste. Całkiem prawdopodobne jest zarażenie się wirusem pomimo jej noszenia – to jasne jak słońce. Jednak mimo wszystko nadal jest lepsza, niż nic, tak przynajmniej twierdzą specjaliści. Przede wszystkim dzięki temu, że ją noszę, ochraniam innych ludzi przed samym sobą, jeśli jestem nieświadomym nosicielem wirusa. Po drugie daje ona w pewnym sensie komfort psychiczny, trochę złudny co prawda, ale jednak muszę przyznać, że czuję się z nią bezpieczniej. Oczywiście materiałowe maseczki muszą być regularnie dezynfekowane! Trzeba pamiętać o tym, aby po użyciu wygotować je w gorącej wodzie oraz aby nie nosić ich zbyt długo. Noszenie przez cały czas tej samej, nieodkażonej maseczki, jest bardzo szybką drogą do niechcianego zakażenia – wilgotny od oddychania materiał przyciąga wszelkiego rodzaju paskudztwa, a przyniesiony do domu i rzucony w kąt staje się potencjalnym siedliskiem cholera wie czego, że tak ponuro zażartuję…

Pomimo tego, że jestem raczej zwolennikiem noszenia maseczek, cieszę się ze zniesienia nakazu noszenia ich na otwartej przestrzeni. Cieszę się nie dlatego, bo zwątpiłem w sens ich noszenia. Cieszę się, bo mam już serdecznie dość widoku ludzi, którzy noszą je pod brodą. Zaprawdę szlag mnie trafia, kiedy widzę na ulicy dwóch Januszy, stojących blisko siebie i gadających sobie w najlepsze. Obaj oczywiście noszą maseczkę pod brodami. Co Wy, ludziska kochane, chcecie w ten sposób ochronić przed wirusem? Zdradzę Wam tajemny sekret – podwójne podbródki nie ulegają zainfekowaniu. Podobne odczucia mam wtedy, kiedy widzę ludzi z maseczką jedynie na ustach, podczas gdy ich nosy są odkryte. Przypomina mi się w tej chwili mem, który podesłała mi moja psiapsióła Agnieszka: na jednym obrazku przedstawiony jest mężczyzna z nosem poza maseczką, na drugim mężczyzna z … poza bielizną. Opis memu brzmi: „jeżeli nosisz maskę w ten sposób, to tak, jakbyś nosił majty w ten sposób!” Tę drugą grupę jednak dużo łatwiej jest mi usprawiedliwić, ponieważ rozumiem doskonale, że noszenie maseczki jest po prostu kłopotliwe przy oddychaniu, a wiele osób oprócz odczuwania dyskomfortu może miewać także problemy w postaci duszności. Można więc zasłonić całkowicie nos i usta w sytuacji, gdy jesteśmy blisko ludzi, a odsłonić nos, kiedy w pobliżu nas nikogo nie ma. Wracając jednak do Januszy i Grażynek z maseczką pod brodą – oczywistym jest, że jedynym powodem, dla którego w ogóle nosili oni te maski było to, żeby straż miejska się do nich nie przyczepiła i nie dowaliła srogiego mandatu. Pozostałych przesłanek brak. Właśnie dlatego cieszę się razem z nimi ze zniesienia nakazu. Wszyscy będziemy mogli odetchnąć pełną piersią…

Całuję Twoją maseczkę, madame

Gdy czytam o złagodzeniu obostrzeń, nachodzą mnie rozmaite rozkminy. Jedna z nich dotyczy slajdu z prezentacji wyświetlonej podczas konferencji prasowej premiera. Napisane tam było, że weselnicy na weselu „nie muszą nosić maseczek, obowiązują wytyczne sanitarne”. No i tu pan premier nie wyjaśnił dokładnie co autor miał na myśli. Czy będzie obowiązywał obowiązek zachowania dwumetrowej odległości? Czy będą dozwolone tańce odbijane, czy jedynie wyłącznie ze swoim partnerem i partnerką? Czy konduktor łaskawy zawiezie gości (byle nie do Warszawy)? Poza tym jak się ma brak konieczności noszenia maseczek na zabawie weselnej do przymusu założenia ich wcześniej w kościele przez te same osoby? Wynika z tego, że Pan Młody przy zachęcających okrzykach biesiadników podczas tradycyjnej przyśpiewki „Gorzka wódka”, będzie mógł na sali weselnej wycałować Pannę Młodą aż do utraty tchu, natomiast nie będzie mógł zrobić tego godzinę wcześniej przed ołtarzem, bo wiązałoby się to z koniecznością zdjęcia maseczek. Chyba, że pocałuje ją przez maseczkę! Gdyby Mieczysław Fogg nadal żył, mógłby teraz dostosować do obecnej sytuacji słowa jednego ze swoich szlagierów. Całuję Twoją maseczkę, madame…

Autor:Mateusz Przybyszewski

Fot.Obraz Наркологическая Клиника z Pixabay

 

 

 

 

You May Also Like

One thought on “To ostatnia niedziela, dzisiaj się rozstaniemy, dzisiaj się rozejdziemy

  1. Ten mem z majtkami to nawet świetnie się wpisuje w obecną czasoprzestrzeń – 31 maja obchodziliśmy Dzień bez Majtek 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


The maximum upload file size: 128 MB.
You can upload: image, audio, video, document, spreadsheet, interactive, text, archive, other.
Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded.

%d bloggers like this: