Ubożęta, Kłobuki i inne demony

Ubożęta, Kłobuki i inne demony

Wiara w diabła jest nieodłącznie związana z wiarą chrześcijańską. Wielu ludzi wierzy, że diabeł naprawdę istnieje. Demony opisał Andrzej Sapkowski. W jednej z jego książek pojawia się też strzyga Kikimora. Zwłaszcza kobiety chętnie wierzą w czarownice, a dzieci szukają po kątach skrzatów, które pomogą im sprzątać zabawki.

Współczesny świat jest niejednolity i wielowymiarowy. Jest w nim miejsce na cyberprzestrzeń, wiedzę i rozum, ale też na czucie, fantazję i wiarę. Warto w nim poszperać i znaleźć wątek, drogę do starych czasów. Nawet pogańskich. I choć wydawałoby się, że przeminęły bezpowrotnie, one żyją głęboko w nas, w starych księgach, a czasem podaniach, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Bytują tam, gdzie żywa jest wiara w duchy, demony i upiory.

Wierzenia nie muszą nosić znamion prawdopodobieństwa czy nawet tylko możliwości życia. Bo to, co dziś wydaje się nie możliwe, jeszcze wczoraj działo się na pewno na oczach naszych przodków. Mówimy przesąd, albo zabobon, a to są tylko prawdy poparte wieloletnim doświadczeniem, mocno ugruntowane w ludowej tradycji, obyczajowości i kulturze. Długi zwłaszcza żywot w słowiańskiej kulturze, a więc i na Mazowszu, miała personifikacja zjawisk z otaczającej człowieka przyrody, z zakresu obyczajowości oraz wynikających z pór roku czy codziennych obowiązków. Sposobem na znalezienie swojego miejsca w niezrozumiałym świecie stała się ogromna zbiorowość fantastycznych postaci demonicznych, różniących się obszarem i sposobem działania oraz stosunkiem do człowieka.

Najbliższe człowiekowi są demony domowe, na przykład Ubożęta. Trzeba bowiem wiedzieć, że demony dzielą się ze względu aktywność i miejsce występowania. Są to więc istoty wodne, bagienne. Druga grupa to leśne, polne i przydrożne. Trzecią stanowią zjawy powietrzne, bytujące w chmurach. Do czwartej zaliczyć można duchy domowe i gospodarcze. Oddzielną grupę tworzą upiory.

Przyjaznymi człowiekowi były pozbawione aury grozy, opiekuńcze duchy domowe. W zależności od regiony nosiły różne nazwy: diabeł domowy, chowaniec, domownik, dziadek, inkluz, skrzat, lub krasnoludek. Najbardziej popularnym określeniem na północnym Mazowszu była nazwa Ubożę. Kiedyś Ubożęta żyły w prawie każdym domu, ale trzeba było o nie dbać. Dziś trudniej je spotkać, bo gdzie mają mieszkać? Za kuchenką gazową czy mikrofalówką? Zimno i niewygodnie. Nie mogą mieszkać za piecem, gdzie jest najcieplej i najwygodniej, bo nie ma pieców.  A jeśli są, to w specjalnych pomieszczeniach, lub w piwnicy. Z wyglądu przypominają małe, siwe ludziki. Takie małe dziadki. Skrzaty te powstały z dusz zmarłych przodków, którzy niegdyś mieszkali w tym domu, a teraz się nim opiekują. Dbają o pomyślność i szczęście domowników. Pomagają, ale czasami psocą. Niespodziewanie prąd wyłączą, chowają różne przedmioty, talerze potłuką, zupę przypalą. Zostawia im się resztki posiłków, żeby dobrze się najadły, a potem strzegły domu. Można też zrobić im krzywdę, jeśli będzie się trzaskało drzwiami, biło miotłą. Wtedy uciekną.

Opiekunem ściętego zboża, był natomiast Gumiennik, który pilnował zebranych plonów przed szkodnikami, złodziejami, pożarami. Łatwo się złościł i wtedy potrafił wyrządzić wiele szkód. Przyjmował postać małego dziadka lub kota, najczęściej czarnego. Koty bardzo łatwo się obrażają, więc trzeba dbać o wszystkie koty. Chodzą one własnymi drogami i najlepiej nie wchodzić im nie przeszkadzać. Oczywiście, trzeba je dobrze karmić, zapewnić ciepłe pomieszczenie. W podzięce nałapią myszy. Lubią przyjść też przychodzić do człowieka, kłaść się mu na kolanach.

Przy duchach domowych nie można zapomnieć o Kłobuku, który zapewnia bogactwo, ale tylko tym, u których przebywa. Majątek gospodarzom zapewnia kosztem wszystkich sąsiadów, bo u nich kradnie i przynosi do domu, którym się opiekuje. Kłobuk powstaje z duszy dziecka. Mieszka na strychu lub w beczce wypełnionej puchem. Czasem zasiedla dziuple z miękkim próchnem. Ma on najczęściej postać czarnego kurczaka lub zmokłej kury. Można go rozzłościć nie dbając o niego, nie dając mu jeść. Wtedy potrafi wylecieć przez komin, zabierając bogactwo ze sobą, a pozostałe skarby zamieniając w łajno. Kłobuka można wyhodować sobie samu. Trzeba tylko zakopać pod progiem domu martwy płód. Ale też podczas spacerów w przydrożnych lasach warto może rozejrzeć się za dziuplą i zamieszkałym w niej Kłobukiem…

O pomyślność ludzi i rodziny dbały też Rodzanice, trzy kobiety – demony przeznaczenia. Pojawiały się w czasie narodzin dziecka i zostawały do końca jego życia. Pierwsza przędła nić życia, druga pilnowała jej przebiegu, trzecia ucinała tę nić u kresu życia.

Większość upiorów, demonów domowych jest łagodna, przyjazna ludziom. Zawsze to, co w domu jest bardziej znane niż to, co poza domem. Ludzie na wsi, w dawnych czasach mieli taki swój mały świat. Własny dom, wioskę, sąsiednie wioski, kościół. Wszystko poza tym było obce. Za płotem las ciemny, w nocy jakieś cienie po nim się ruszają. Jeszcze niedawno nie było tyle samochodów, chodziło się piechotą, albo rowerem… Oni bali się więc obcego. Nie wiedzieli, co tam może się dziać, co ich może tam spotkać. Nie potrafili sobie wytłumaczyć wszystkich zjawisk, nie wiedzieli, czemu i jak się dzieją. A że musieli sobie jakoś radzić, więc tłumaczyli je sobie tak, jak umieli.

Boimy się także ciemności, tego co ona skrywa, ale w dawnych czasach elektryczności nie było. O ile księżyc nie świecił, było naprawdę ciemno. A za drzewem wszystko mogło się schować. Zwłaszcza, jak niektórzy po zmroku przez lasy, bagna z karczmy wracali. Różne rzeczy mogły się wtedy dziać, różne zjawy mogli spotkać. Czyhała na nich nocą na przykład Północnica. Pojawiała się pod postacią kobiety z długimi włosami. Były Północnice piękne, uwodzicielskie, były i mniej urodziwe. Czasem straszne. Różne są ich wyobrażenia. Powstawały z duszy grzesznej dziewczyny bądź panny zmarłej w czasie zapowiedzi ślubnych. Czekały nocami na wędrowców przy drogach, żeby ich omamić, kusić. Na Mazowszu jeszcze na przełomie XIX i XX wieku wierzono, że nocne płacze dziecka powodują nocnice.

Kolejnym leśnym przydrożnym demonem był Bełt. Nie posiadał materialnej postaci, więc nie można go było zobaczyć. Czyhał na ludzi nocami i szeptał im do ucha, żeby szli inną drogą niż powinni iść. Czekał zazwyczaj na osoby wracające z karczmy. I prowadził ich na manowce. Zupełnie jak wino podłej jakości, niegdyś popularne. Ale demony żyją nie tylko nocą. Są takie, które ożywają w dzień. Na przykład w dzień czasem krążyła Południca. Siostra Północnicy? Można tak powiedzieć. Południca pojawiała się na polach podczas żniw w upalne, letnie dni. Przypominała kobietę o długich, rozwianych, jasnych blond włosach, ubrana w białą suknię. Przeważnie miała w dłoni sierp. W południe  trzeba było więc zejść z pola, kiedy było największe słońce i najbardziej gorąco. Południcami stawały się panny, które zmarły przed zaślubinami lub zaraz po nich. Lubiły wygrzewać się na słońcu, można je było spotkać polegujące na snopach. Prześladowały ludzi, którzy po dzwonie ogłaszającym południe dalej pracowali na polu lub spali podczas żniw. Sprowadzały na nich bóle głowy, paraliż, czasem nawet śmierć. Dzisiaj nazwalibyśmy to udarem słonecznym. Nie można było dzieci na miedzy czy na polu zostawiać. Wierzono, że Południca przyjdzie i pożre im dziecko.

Na polu, w czasie żniw spotkać też można było Polewika, opiekuńczego demona polnego. Wyobrażano go sobie różnie, najczęściej przypominał mężczyznę z brodą ze zbożowych kłosów. Był niewielkiego wzrostu sięgający zboża, ubrany w tunikę i spodnie. Spotkać go można było nie tylko w południe, także o zachodzie słońca. Przesiadywał na miedzy, na kamieniach przy polach. Zaczepiał tych, którzy spali, skakał po nich, podduszał. Każde pole posiadało swego Polewika. Po zakończonych żniwach trzeba było go zabrać ze snopkami do stodoły, żeby tam przezimował do następnego lata. Trzeba było o niego dbać, należycie i ostrożnie obchodzić, tak jak o każdego demona, który przynosił korzyści. Jeśli ktoś tego nie robił, w kolejnym roku Polewik nie przychodził na pole, nie pomagał, i nie było urodzaju.

Leszy, Borowy to z kolei opiekunowie lasów. Władają wszystkimi żyjącymi tam zwierzętami. Leszy występuje pod różnymi imionami. Czasem właśnie Borowy. To dość popularna nazwa. Z wyglądu przypomina mężczyznę. Powinni o niego dbać leśnicy i myśliwi, chronić go, bo to władca lasu. Na jego terenie trzeba z nim w zgodzie żyć. Demon ten potrafi przemieniać się w leśną zwierzynę, ale nie da się go zabić. Potrafi zmieniać bieg wystrzelonych pocisków, i myśliwi chybiają, nie trafiając do celu. Leszy potrafi przemienić się w dzikie zwierzęta. Może przemienić się w wilka, w niedźwiedzia, dzika i zaatakować człowieka. Jeżeli więc ktoś strzelałby do Leszego, to raczej z lasu już by nie wyszedł. Potrafi także prowadzić na manowce, leśną drogę plątać, żeby ktoś nie mógł wyjść z lasu. Albo na bagna zaprowadzić. Dlatego należy zachować szacunek dla roślin i zwierząt leśnych, nie hałasować, nie śmiecić. Czasem przestrzegano, żeby po zachodzie słońca nie wchodzić do lasu. Bo wtedy Leszy chodzi sobie i przegląda swoje królestwo. Pomaga w lesie. Opiekuje się niektórymi, co zabłądzili.

Na manowce prowadzą przede wszystkim Rusałki leśne, które żyją w pobliżu ciemnych wodnych oczek leśnych, kuszą mężczyzn swoim śpiewem, tańcem. Żeby tam zostali, utopili się. Z wodnych demonów niegdyś były jeszcze Utopce, powstałe wskutek samobójstwa poprzez utopienie się. Wychodziły one nocami podczas nowiu księżyca, siadały na brzegu, na konarach drzew, czy pomostach, cały czas ociekały wodą, a powodowały podtopienia pól i łąk, tworzyły wiry, wciągały pod wodę topiących się ludzi. Rzucały też uroki, żeby ludzie wchodzili do wody i się topili. Spotkanie Utopca groziło murowanym utonięciem, ciężko było wyjść wówczas obronną ręką. Jeżeli ktoś zaczynał się topić, to jej nie pomagano. Bano się, że i drugą osobę może Utopiec wciągnąć i zostanie w wodzie.

Osobną grupą były demony powietrzne. Jedną z nich był Płanetnik.

Płanetnikiem zostawała osoba wciągnięta podczas burzy przez chmury, przybierając różne postacie. Mógł to być wysoki dziadek w słomianym kapeluszu, który ciągnie za sobą na sznurze chmury. Odpowiadał za zjawiska atmosferyczne, burze, grad, nawałnice. Powodował kataklizmy, ale też mógł przynosić potrzebny deszcz. Wiązał pogodę, zabierał wodę, powodował suszę. I uwaga, walczył ze żmijami!

Bardzo ciekawą i ważną postacią jest Dziki Gon. To cała grupa demonów, kompania, orszak, które w czasie burz pojawiały się na niebie, Słychać było wrzawę, dudnienie armat, bębnów. Kto zobaczył i usłyszał taki Gon, zostawał do niego wciągnięty. Tam byli myśliwi, psy, konie. I nie tylko w czasie burzy po nocnym niebie harcowały, tworząc wichury i nawałnice.

Przeszkadzających i utrudniających życie demonów było dużo. Ale żyły też Upiory i Zmory. A wśród Upiorów można spotkać Wampierze. Są to upiory, posiadające charakterystyczne, wydłużone kły, bladą skórę. Jeżeli rodzina nie dochowała należytego pochówku, przeistaczały się z pochowanej niegdyś osoby która stawała się upiorem. Wampierz żył na cmentarzach, w ciągu dnia przebywał w swojej trumnie, wychodził z niej w nocy, lub nad ranem, by szukać ofiar. Osoba, która została ugryziona, po śmierci też stawała się wampirem.

Wampierz błąkał się w nocy po cmentarzu, napadał na ludzi i wypijał z nich krew. Czasem także ze zwierząt.. Chroniono się przed nim w różny sposób. Wodą święconą, solą święconą, krzyżem, osikowym kołkiem. Przeważnie męczył swoją rodzinę, która nie dopełniła obowiązku należytego pochówku. Kiedy odkryto grób, w którym był pochowany wampir, odcinano mu głowę, wkładano między nogi, lub odwracano w drugą stronę, wbijano w głowę gwoździe, osikowy kołek. Robiono wszystko, by więcej stamtąd nie wyszedł. Do tej pory na niektórych cmentarzach można spotka nagrobki, z siatką, metalowym ogrodzeniem nad całym grobem, które ma chronić przed wyjściem wampira z grobu.

Diabeł natomiast w naszym życiu jest nadal obecny. Jest uosobieniem sił zła, pojawia się pod wieloma postaciami. Ciężko go rozpoznać. Najbardziej popularne jego wyobrażenie to z ogonem, i rogami. Ale też można go spotkać pod postacią starca czarnego z czerwonymi oczami. Lub przystojnego mężczyzny. Albo węża. Namawia do grzechu, sprowadza ludzi na złą drogę, żeby podpisali z nim pakt, cyrograf własną krwią. Za duszę człowieka jest w stanie dać wszystko. Za to po jego śmierci dusza będzie we władaniu Diabła.

Równie popularne Licho jest uosobieniem choroby i wszystkich innych nieszczęść. Bywa przedstawiany jako stara kobieta, z jednym okiem pośrodku twarzy. Nigdy nie śpi, ciągle wędruje po świecie, męczy zwierzęta, sprowadza głód, podpala chałupy i stodoły, niszczy zapasy na zimę. Jedynym sposobem na tego demona jest cierpliwe czekanie i znoszenie szkód, aż się znudzi i sobie pójdzie. Nie można wypędzić, trzeba było czekać aż samo sobie pójdzie. Mówią, nieszczęścia chodzą parami, bo tak jak Licho przyszło, to z nim mogły przyjść inne jeszcze obce demony w gościnę. Właściwie wystarczyłoby, żeby  Licho z Północnicą się zmówiło, by mieć spore kłopoty… Ale przeszkadzających i utrudniających życie demonów jest tyle, że trzeba podwójnie uważać. Moc nadprzyrodzoną może przecież przenosić, a pewnie i tak się dzieje, wszystko żywe wokół. Zmory umieją przemieniać się w różne zwierzęta, nawet ćmę czy komara, by przecisnąć się przez szparę w drzwiach lub w oknach, by dopiero potem obrać właściwą już sobie postać. Szczególne właściwości przypisuje się kotom, które łatwo mogą niepostrzeżenie przekraść się do kogoś, by zabrać mu trochę majątku. Czasem rolę obrońcy miru domowego przypisywano żmii. Bociany przynosiły dzieci, a więc szczęście. Sroka to złodziejka, kukułka liczy lata życia, które nam jeszcze pozostały. Pohukiwanie sowy, szczekanie psa po nocy sprowadzało śmierć. Dawniej wierzono, że nietoperz wieczorem wkręca się we włosy ludzi, którzy zapisali duszę diabłu, chce urwać mu głowę i zanieść ją do piekła. Ale też nietoperz mógł przyciągać pieniądze i szczęście, oraz nie pozwalał zbłądzić. Współcześnie, jak pies zawyje i poszczeka, to raczej nikt się tym nie przejmuje. Na widok sowy też już nikt nie zamiera ze strachu, że niebawem umrze.

Czy to znaczy, że podania, legendy i zabobony o demonach należy lekceważyć? Człowiek od zarania dziejów żył w ścisłej symbiozie z przyrodą, która pozwalała mu przetrwać, dawała mu pokarm i odzienie. Relacja ta trwa także w drugą stronę. Ludzie przekształcali środowisko, i robią to nadal, szkoda, że nie zawsze pozytywnie. Ale też bez opieki człowieka, wiele elementów środowiska leśnego czy polnego, świata zwierząt i roślin, nie miałoby racji bytu. Następuje wzajemne oddziaływanie przyrody na człowieka, człowieka na przyrodę. I nigdy się to nie zmieni…

Jeszcze niedawno pamięć o demonach była żywa. Nawet i dziś niektórzy wierzą w ich istnienie, zwłaszcza, że pamięć o nich bywa przenoszona w postaci przysłów lub przypowieści, nazw miejscowości jak np. Wąpielsk czy Kłobuk. Niedowiarki zaś nie muszą w demony wierzyć, ale… czasem mogą je spotkać.

 

You May Also Like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


The maximum upload file size: 128 MB.
You can upload: image, audio, video, document, spreadsheet, interactive, text, archive, other.
Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded.

%d bloggers like this: